Łukasz

By LSO

Released on February 27, 2011

Thumbnail

To parę słów do mikrofonu

To parę tracków do magnetofonu

Nie schodzę z tonu, ściany chodzą w domu

Wszyscy kiwają głowami chociaż nie ma sezonu

Wszyscy wierzą w lepsze jutro choć dziś nie ma planu

Patrz swoje robię cioto i wiesz co ci powiem

Jestem człowiek, mam honor inaczej nie zamknąłbym powiek

W imię zasad ten ogień codziennie jestem z mym bogiem

A dzisiaj dałem komuś coś co jest mu w sercu drogie

Czy znasz granice, więc powiedz mi gdzie są

Jak pała nie sądź, bo tacy jak ty to przesąd

Ten chłam to twoje mięso

Nie zapomniałem tego co się nauczyłem z bogiem

Mam przestrogę, a z tym bracie dzisiaj wiеle więcej mogę

Teraz głośno powiеm to nie wszystko jest w głowie

A jeśli macie rozum to dziękujcie za zdrowie

Za dobry towar dzięki ziomki, za dobry melanż

Dzięki wam ziomki za dobrą bekę, za dobry przekręt

Dzięki ziomki za tą samą cechę

Dzięki wam teraz jakbym kiedyś gdzieś odwalił łyche

Wchodzę na psyche, bo ambicje moje nie są ciche

Łukasz przyjacielu mój jesteś ze mną

Mej myśli i mym sercu jest mi żal za szyderców

Wszystko nie ma sensu lecz ufamy świętym mędrcom

Błogosławionym chwilom, gdy byliśmy razem dzięki

Piosenki będą chwalić twoje imię

W dymie będzie wracać do nas postać

Braku której nie potrafię sprostać

Najważniejsze, że ziomeczku, miłość póki bije serce jest tu

Za parę razy szou pokazaliśmy kurestwu

Czy pamiętasz co odpierdalaliśmy w ostródzkim sercu

Z Marcinem, Krzyśkiem w życie szliśmy kurwa pełnym pyskiem

Kosmiczne stacje, w trzecich lotach na wakacje

Place zabaw, sesje, wbijany kutas w procesje

Opróżniane szufladki, kierownicze pensje

W sądach sztywne wersje, różne kontrowersje

Lodówka pełna wódki w niemki precedensie

Riki tiki, Mątyki, iławskie dołki, kwity

Palę dziś za ciebie, myślę o niebie

Wiem, że wiele nie wiem, ale swego jestem pewien

To coś więcej niż wersy, bo to jest duch święty

To coś więcej niż wersy, bo to jest duch święty

Nie problem znaleźć guza, ta, tuż za rogiem

Nie problem także durniom na dzień dobry wskoczyć w ogień

Nie jesteś pewien co powiem, nie jesteś pewien co zrobię

Pewne tylko to, że dzisiaj wielu leży w grobie

A brak życia po życiu zamieszczam w cudzysłowie

Uszlachetniam mowę, wykorzystuję głowę

Czuję, że chcę bardziej, wciąż trenuję jestem twardziel

Żaden kurwa chłam ziomek nie przejdzie mi przez gardziel

A jak ochota najdzie, się uniosę ponad ziemię

Nie zwracając uwagi na to co się tutaj dzieje

Klik, klik spektakl, naładowana jest Beretta

90 procent już nie wyjdzie nigdy z getta

Trafiła bajka nie ta, na skraju stoi kobieta

Przyjrzałem się, ma w ręku klucze do innego świata

Jezus jest mym ziomem choć rzeźnia już za domem

Widzę jasną drogę lecz cała prowadzi lodem

Ludzie jak posłańcy, garstce chce się walczyć

Zwyciężają silni cała reszta tylko warczy

Możesz mówić, wszystko robić, ale to nie wszystko

Rozważ każdy manewr w końcu pomóż ziomek zyskom

Ja to tam pierdolę wciąż przerabiam na swoje

Nim nie zrobię gangsterskiego gówna to nie zamknę powiek

Wspólnik od pomysłów nocą siedzi przy organach

Ustawia bit, mastering aby błyszczał do rana

Nie mały temat przyznaj teraz sceptyczny człowieczku

Ja unoszę się w przestworza ty wątpiłeś, teraz siedź tu

4g na płuco dymu, pokój, palce nucą

Nikt drzemki nie uciął, nikt mi w domu nie zakłóca

Wszystko co najlepsze opcja wiele znajdę w czaszce

Bozia dała umysł nie zostałem w losu łasce

Diamenty są ładne nie ma powątpiewań żadnych

Chyba sam nie padnę jak nie zdejmę z nieba gwiazdy

Nikt tu nie chce zimy wielu czuje się bezsilnych

Za miliony patologii tylko 500 kurew winnych