Hator

By LSO

On Mistyk

Released on March 3, 2014

11K Views

Thumbnail

[Refren]

To są wieści tu od nas, chłopaków bez pozerki

Nie walimy kosy w nerki, to nie w naszym stylu gierki

Hipokryci jak pety odgaszane w popielniczce

Będę wolny swoim sercem, chociaż miałbym siedzieć w klitce

I klitce, i klitce, i klitce, i klitce


[Zwrotka 1]

Nic na siłę, ja nie wychodzę tyłem, będę, byłem

I choć ciało będzie pyłem — w końcu jestem bożym synem

W powietrzu jest LSO, klasyka, muzyka

Mordeczko, ten bit bez przerwy jak zegarek tyka

W nawykach mam rap ten — bez niego, kurwa, zdycham

Kwita non stop, w temacie jest elita

Non stop po słowie trzykropek i z loopem

Trzy sześć pięć trening brachu, nie wciśnięcie w fotel

Na ręku trzymam ciężar, one pracują jak motor

Tu czyny biorą medal, tak jak dwójka "Terminator"

Hator boom bang, wchodzi w salony amator

Z miejsca, gdzie nie jest obcy patol

Tuż za chatą, nie wjeżdżam w cudzysłowie

Tylko prosto z mostu — klatą

Powtarzam, nie wpierdalam się bezmyślnie w pokój z kratą

Póki co się zbroję, omijając paranoje

Wypierdalać gnoje, bo was pokroję na części

Krwawy jest ten sport — mam w szklankach całe pięści

Jak Jean-Claude Van Damme mam w szklankach całe pięści


[Refren]

To są wieści tu od nas, chłopaków bez pozerki

Nie walimy kosy w nerki, to nie w naszym stylu gierki

Hipokryci jak pety odgaszane w popielniczce

Będę wolny swoim sercem, chociaż miałbym siedzieć w klitce i-

Klitce i-, klitce i-, klitce, klitce


[Zwrotka 2]

Masz tu prawdę, nie fikcję

Rap jak święte relikwie

Masz tu kolory wszystkie

Choć każdy ma swoją miskę

Pierdolić tam egoistę

Nie zbawię świata, zaiste

Był dobry człowiek, delikwent

Chodź, cię zakręcę jak twister

Faktów norma, niech nam idzie jak forma

Moje możliwości dziś wychodzą poza format

Twoje możliwości mają tak, że to już zbrodnia

Morda, jeden z drugim — wam jedna pochodnia

Żadnych naszych ruchów nie układał choreograf

Choć dajemy dobrą muzę, to jest rapu tylko odłam

Nie wchodź na ten teren, rada, dziwko — będzie wojna

Wiesz, że się nie poddam, ziomek, tak mówi mój zodiak

Zodiak — razem przemierzamy ścieżki

A czy dobre, będziesz wiedział, jak ci wyskoczy bezpiecznik

Podwórko — ten teren był sam w sobie aspołeczny

Ziomki zawsze kwita, kilku do dzisiaj kompleksy

Nie zamęczam jak Alexis jebanej „Dynastii”

TDW — muzyka ultimate, a nie dla świń

Rok mamy czternasty, ziomek, rozwijamy maszty

Hattrick jest do przerwy, tak jak najlepszy napastnik


[Zwrotka 3]

Niech się akta zapalą, niech się sądy zawalą

A więźniowie powieszą swych sędzi

Kiedy będą meliny, papierosy, dziewczyny

I zabawy w najlepszych lokalach

Wpadam do knajpy — wszystkie mordy roześmiane

Orkiestra gra, ferajna bawi się

Zrywam blondynę, wpadam w kimę na melinę

Kości rzucone, ja za dupę biorę się


[Outro]

Jeździłem mercem i paliłem popularne

Jakaś rencistka chciała rwać mój złoty ząb

Nad kinem Zorza, nocny neon się zapala

Drzwi nam zamyka zamkowy nocny stróż

Jeździłem mercem i paliłem popularne

Jakaś rencistka chciała rwać mój złoty ząb

Nad kinem Zorza, nocny neon się zapala

Drzwi nam zamyka zamkowy nocny stróż