Daleko stąd

By LSO

Released on December 23, 2011

Thumbnail

Ty jesteś, tak

Ty jesteś taka piękna!

Ale tak daleko stąd

Ty jesteś tak piękna, ale daleko stąd

Nie wiem co mam zrobić i wziąć ciebie skąd

Zrobie wszystko, pojade tam, ukradne cie

Bo potrzebuje ciebie, jeszcze pewnie kurwa o tym nie wiesz

Zapakuje cie w samochód i odwine na zachód

Meksyk bejbe, jak mafiozo przez to przejde

Bo chce żyć jak król i wolny bez bólu

Niech serce, nie pieniądze już na zawsze będzie guru

Jeszcze jeden moment, zostawie tylko bombe

Pod rządem, prokuraturą, komendą i sądem

To ten świąteczny prezent kończy się długim lontem

Joincik, zapalniczka, już skończyłem wątek ten

Zapalone świeczki stały u pięknej śnieżki

Gdy przyszły czarne twarze w pore zajęć i (?)

Ty nie patrz do jej teczki, nie zdejmuj tej zawleczki

Unikniesz tak jak wieczna która wpada w jej sieczki

Setki kochanków, tysiące kantów

Nie ma świat pojęcia z ilu zrobiła palantów

Nadzór patologii był jak biblia, jak sygnał

A teraz wiem że myślisz jak wielka jest we mnie wina

Nie ma to jak w domu, nie ma to jak być sobą

Nie dać sie nikomu, nie ma co schodzić z tonu

Kiedy śmieci po raz trzeci robią w okół siebie burdel

Z dala trzymaj ode mnie tą kurwe bo jej łeb urwe

Nowy dzień po raz kolejny trace światło

Chociaż społeczniakom pasi w oknach nie lubią gdy jasno

Jest wtedy nie ma konspiracji

Kiedy obcina, na kogo, kiedy właśnie on patrzy

Na zime, dwanaście, potrzebny hawajski zastrzyk

Bo wyjebane mam już na ten śmieszny teatrzyk

To jest czas ten, gdy mówie do Ciebie jak opentany

Wciąż najarany, stoje z tym planem

Ty obudź się koleżko, jeśli jesteś herą nagrzany

Bo życie jest za piękne jeszcze tu możemy być pany, więc jak?

Powiem ci tak, ten rap już gramy pare ładnych lat

Ej czekaj kilka, ej mała chwilka, gościu wypadła ci finka

Zawijaj, na chuj mi twoja spinka lepiła się dziś do mnie twoja panienka

Już łeb mi pęka, chcesz coś powiedzieć, trzęsie ci się szczęka

Właśnie tak, CMAZ zdobił rapem o tym co mnie wali, bez cukrów i żali

Nie zamierzałem, to lece na fali, czujemy się wysoko choć tacy mali

Idziemy tam, gdzie inni się bali

Wchodzimy tam, gdzie inni o tym nawet nie rozmawiali

Za wysokie mury wciąż wybiega ziomek w myślach

Mówi: mogę przysiądz, po czym pragnie (?)

Nadzieja głupia, przez to wiem sądy dobre nie są

Polskim marginesą robią miejsca, tam masz krzesło

A więc usiądź, odpocznij, siedź tak od wiosny do wiosny

Sezonie owocny, niezbyt czarodziejski dotyk

Wszystkie chwile dobre doceń, dla kondonów gwoździe z procy

Gwoździe z procy

Nie wiem co mam robić

Abym mógł być ciebie blisko, abym mógł być ciebie blisko

Zrobie wszystko, pojade tam i ukradne cie

Bo potrzebuje ciebie, kocham pewnie o tym nie wiesz

I ukradne cie

Bo potrzebuje ciebie, kocham pewnie o tym nie wiesz!