Bugi ługi

By LSO

Released on December 18, 2010

Thumbnail

[Zwrotka 1]

Jeszcze raz

Smak życia w powietrzu od zmierzchu do zmierzchu

Skandal banda LSO, słyszałeś o niej gdzieś już

Goni nowy projekt do ślepych mam pare słów

Czarne fatum jest obok i nie szukaj tu podtekstów

Bo mam dość o tym gównie w bibliotece swoich wersów

Bo mam dość tłumaczenia o mym muzykalnym sercu

Nie potrzebne mi sześć Merców by uciszyć tych szyderców

Mam charyzmę, w chuj zajawki w której ja mam kurwa gwizdek

No to chodź, no to sprawdź się okaże kto jest szczaw

Mam za dużo muzy w szafach żeby chować głowę w piach

Trzeci mach, czwarty raz, a esencja gdy jest bas

Nauka poszła w trening, a hejter wrócił w las

No i co haha, zobacz jaki łatwy jest rap

Zobacz jaki jesteś tępy do pеwnych spraw

CMAZ pif paf, CMAZ pufa staf

Właśnie teraz kurwa mać, czego chciałеś ty masz

Przechodzę stereotyp i odwracam mu twarz

Pif paf, tyś za tępy do tych spraw

Panie boże spraw by nie bili takim braw

Bo wtedy dobra gra gdy się umie w nią grać

Kto pyta nie błądzi tylko ten kto się mądrzy

Hipokryta sądzi, spala ładunków lądy

Koniec pozerstwa, twej bajery która czerstwa

Szyderstwa, bo wjeżdża dziesięć razy więcej męstwa

Bugi ługi dziwko mój kutas jest długi

Psuje takie jak ty, więc o czym kurwa mówisz

Kłamiesz tanim kosztem, a to tępią tych rudych

Wybiel się kurwo, wal na banie do Rospudy

Pograł, posłuchał, zajarał, poruchał

Otworzył, potworzył, żeje jak żył bez noży

Poczekał, pomyślał, bo różne są wyjścia

Obejścia, podejścia w miejsca wielu wersjach


[Zwrotka 2]

Rap Wuojciecha ten od muzyki szafy

Tak to ja od "Heraklesa", daję te pify i pafy

Przerażam jak klify jestem jak dla writer'ów grafy

Zawsze z CMAZetem kierowałem rap dla kumatych

To te bity są napędem dla moich czterech kół

Bo gramy rap już tak wysoko, że sam się boję patrzeć w w dół

I nie staram się być cool na 44 hercach

To spełnienie daje mi satysfakcję na zakrętach

Żadna kurwa nie zagrzeje tu miejsca

Na raz, dwa durnia nie robi z nas wytwórnia

Nikomu się nie tłumaczę choć mi staną w gardle ości

Nawijałem już osiem lat temu o niezależności

Nie mam nic do ciekawości, twa historia nie urzekła

Ciekawość to pierwszy stopień do wiedzy, a nie piekła

Wasze manewry nigdy nie przypominają moich

Moje nikogo nie skamlają o żebry, bo

Bo mają sens, ja ich sensu jestem pewny

To są sceny życia kart, ja za nie nadstawiam kark, a

Nasz rap to teatr, unikat bez grama ksera

Dziwki, dragi, fury to sposób na melanż

Jak już tą drogę wybierasz

Rób to, ale kurwa nie napierdol se w papierach

Bowiem nie masz sześciu zer, nie bujasz się po mariotach

Pamiętaj, że HNR błyszczy tu jaśniej od złota


[Zwrotka 3]

Ta, ej

To było długie lato, no i do roboty phantom

Bo bez lipy kurwy tępe proszą się o manto

[?], cały czas nie dla mas

Wypalam całą sztukę i wsłuchuję się w ten bas

[?] leczy kaca razy cztery

Rozgląda się w około, widzi w chuj pozery

Nie nawijam zbytnio rapu, bo to muza moje opium

Jebane antidotum na wibrację podczas lotu

Ale znam podziemny świat już ładnych parę lat

Mój szacunek ma nie jeden tutaj brat

On i ja i każdy [?] ma

A ty wypierdalaj stąd, bo nie dla ciebie gra

RT idź i znajdź, się pierdolnij głową w mur

RT idź i znajdź, się pierdolnij głową w mur