50 kilo

By LSO

Released on 2007

Thumbnail

[Intro]

Produkcja Trego Maja

Mam kilka dźwięków dla pierdolonych szmat


[Zwrotka 1]

Mam do powiedzenia trochę więcej niż więcej

Szmaty chcące swego zawsze czym prędzej

Zawsze tak jak chciałybyście nie będzie

Zawsze tak jak ja chcę mogłoby być

Chcę żyć i cieszyć się kurwa, a nie martwić

Tym, że dziwko, traktujesz życie żartem

Zatem masz zgłuchę suko jak ty do mnie kantem

Zatem masz zgłuchę suko jak ty do mnie kantem

Jestem palantem — tak myślisz dałnie?

Choć to, czym najlepiej, lubisz ciebie karmię?

Dzień za dniem, a czy mówisz ty zmień to?

Zamykasz swoją gębę, by nie jęczeć głośno — wiem to

Za każdym razem postępujеsz tak samo

Jak po każdej nocy jest to samo rano

No tak, oczywiście, co mam zmiеnić w tym poranku

To nie baja, nie przyniosę ci kwiatów na wianku


[Zwrotka 2]

Życie jest ci żartem, ale teraz nie żartuj

Kotku, załóż majtki, maluj oczy, z miejsca tego startuj

Czasu nie marnuj, wiem, że ciężko ci będzie

Bez frajerskich zagrywek wiele spraw nie przejdzie

Małych sprawek i spraw tych większych

Spraw, abym zaufaniem obdarzył cię śmielszym

Kamuflażem być lepszym — czy tak chcesz mi się upiększyć?

Malując se kolory na twarzy paru twych wnętrzy

Paru, ilu, co robisz tu debilu?

Zmykaj, nie borykaj się z cwelem 50 kilo

Walę cię albo nie, jestem tu albo tam

Lacha albo foks, walę se albo ci dam


[Zwrotka 3]

Mi to wiesz, tu nie skończy się ciężko

Poczekam na mięso, choć wiem, że chodzi samo często

Ale bywa, ja się wtedy nie ukrywam

Wtedy walę, jebie, dymam i czy mówię ci bywaj?

Mówię pazłoteczko, do następnej ustawki telefonicznej

Albo ręcznej, słownej, od niej było lepszych kilka

Ale chwilka, nie siedzę jak łeb bo dostanę wilka

I walę do ciebie, czy są twoi rodzice?

Nie, to że się wstydzę, ale na chuj mają mnie widzieć

Ty sama, ja sam no i w lachę ze mną graj

I znowu następne noce i poranki

Michał, tylko tych szmat nie bierz se do bańki

Michał, tylko tych szmat nie bierz se do bańki