ON/OFF

By Zey

On OPEN24H EP

Released on November 24, 2016

Thumbnail

ADZKY

Spostrzegam latarnie, one pokazują drogę

A zgubić w ciemności nie mogę się, bo nie chcę dowieść

Że zrobić sam tego nie mogę, nie

Ciągle mknę gdzieś, gdzie nie ma już na co patrzeć

Dać oczom odpocząć, przekuć te pracę w dźwięki owacji

Ja nie mam racji? To moje życie i tyle wystarczy

I tyle wystarczy

Rap daje pyskom, to w głowie mam teraz

Ty masz nazwisko i kumpla rapera

Byliśmy blisko, a dzisiaj doskwiera

Nam samotność w maskach, jak gdyby to teatr

Zey

Już nie widzę twarzy, nie trzeba mi piguł to moje extasy

Ja patrzę na ludzi jak na krajobrazy, podziwiam głupotę to zapiera dech

W moim słowniku nie istnieje pech, to wypadkowa dokonań za złe

Robię uniki jak zwierz, z pewnością siebie, bo co to ten stres

Chcemy na falę tu wejść, mieć parę świateł nad głową to wiesz

Otwartą drogę oświetloną gdzieś, mieć paru typa co uniosą mnie

Nie wiem to pycha czy to inny grzech, myślenie bywa ciężarem dla ludzi

Tego zapału się nie da ostudzić, kiedyś ta magma pod ziemią się zbudzi

ADZKY

Najlepiej się czuję nocami, gdy zamieniam myśli na słowa

Nie umiem zachować wciąż w sobie empatii, ale szczerze niekoniecznie to martwi mnie

Jesteśmy martwi wiesz? A nasze dusze to klatki bez

Czegoś co sprawi, że już nie będziemy tak puści jak te jebane kartki w tle

Tu każdy chce wielkich rzeczy, zazwyczaj tych samych

Muszę się z tego leczyć, zamiast się zacząć znów cieszyć z tych małych

W koło te same mordy, w koło jest ten sam syf

Ale sam nie wiem co musi się zdarzyć tu żebym sam z siebie nagle przestał śnić

Nie chce przespać nic, albo przećpać kwit, czy ty chcesz tak żyć?

Tu nic nie jest proste, dlatego wciąż presja karze walczyć mi

To jak spojrzenie człowieka, który chce skończyć z życiem

Bądź pewien, że już wyprzedałem bilety na ich koncert życzeń