Released on February 12, 2017

Thumbnail

[Intro]

Nasz prezydent jest martwy... taa

Chwalmy Pana! Patrz!

Chwalmy Pana! Patrz!


[Zwrotka 1]

Nie musisz dłużej mnie szukać, bo jestem – enter, enter

A dobrze już wiesz, że zaszczepiam idee – gdy tylko wejdę (weź)

Znowu jak Hakim nanoszę korektę

Na wady postawy ukryte pod mięsem

"Gimme a shelter", anioły z Altamont

Już idą po ciebie, jak banujesz prawo

Szanujesz szafot jak Nawaho stepy

To dadzą ci broń i zaciągną w szeregi

Jak Jagger na czarno maluje te ścieżki, bo kręcisz się w bardo jak zraniony rekin

Od Abisynii po fiordy w Norwegi wciąż szukamy pełni i reguły rzeczy

Szkoda, że Rebis wybili nam z głowy, a zręby kultury to śmietnik utopii

Masy chcą rzezi, a rzadziej miłości - zapytaj Freuda, o co tu chodzi

Masy chcą smyczy i ciasnej obroży – przy tym spowitych w opary wolności

Możesz opatrzyć obawy w dowody i tak nie wiedzieliby, co z nimi zrobić

Jak próbujesz światło zanosić w ciemności, uważaj na tych, którzy pragną w nich brodzić

Tak pomiędzy nami to my, a poza tym już nic, jak nie liczysz wiary w coś więcej

Potęga władzy to mit, ale wciąż wabi psy, by stały na straży jak cerber

Ja w kolejne porcje się sączę jak eter, ty nastawiasz uszu, gdy stawiam kolejkę

To nowe stworzenie, bo wracasz do siebie i wiesz już, że nigdy nie będzie jak wcześniej

[Refren] x4

To tylko oni, a ty? To tylko oni, a ty?

To tylko oni, a ty? – bez ciebie oni to nikt!


[Zwrotka 2]

Ja za sztywne ramy rusztowań nie wejdę, to za sztywne ramy dla słowa – prelegent

Jak wyrocznia Pana posłana do ciebie, dla opamiętania; to coraz trudniejsze

Wiem, że nie chcę dłużej ufać wszystkim – wliczając siebie, to ten Inny we mnie chce

Więc na siebie ciągle biorę wszystkich – wdycham ich biedę, lęk, rozpacz i grzech, ej

Sam chyba tego nie zniosę – pomóż – może zapytam o drogę pretorów

Ich dłonie pomocne jak płomienie stosu, ja chłonę tę ospę jak żołnierz z ołowiu

To rządy Edomu, trzy kreski od kodu jak znamiona bestii, my w ramionach bogów

Uśpieni jak sojusz światowych kolosów – znów w pył się obróci, co powstało z prochu

Nie chcę się wyrzec absurdu – wybacz – spróbuj to poczuć jak połowę życia

Jeżeli czasu nam stale ubywa – uuuuuu – bywa!

Ten świat jak Aswerus się stoczył z Golgoty i tuła się dalej po zboczach głupoty

Rozpoznasz go w opasłych tomach o zbrodni, wciąż nie zmalał popyt na te leksykony

On w sumie nie wiele zmieniony, a przykuwa wzrok jak kolory przeźroczy

Masz inne widoki, niż ci na widowni i tak nie odkujesz się od ich przenośni

Gdzieś – u boku podobnych, ale wciąż przepadam jak w wodę kamień Go

Bo niby wytyczono plansze stąd, na krawędź i jeszcze dalej – chodź!

[Ref.] x4

To tylko oni, a ty? To tylko oni, a ty?

To tylko oni, a ty? – bez ciebie oni to nikt!

Tekst i adnotacje na Rap Genius Polska