Released on September 11, 2017

Thumbnail

[Intro]

NASCAR wpada jak feta na farta

To nowy cut-up jak stuff w gramach, łap wrażenia w częściach

NASCAR wpada jak feta na farta

Wydrą cię ochłapy z gardła, zadanie, złudzenie szczęścia


[Zwrotka 1]

NASCAR wpada jak feta na farta

To nowy cut-up jak stuff w gramach

Ta gra wypierdala nas z nas samych jak NASA

Każdy szary pixel krzyczy: cyfry wypierdalać z ciała

Eenie minie Mani mówił o tym, ale zaraz zaraz

Eenie minie Mani coś tam mówił, ale o tym zaraz

Ty szukasz oparcia u mas, choć znasz skutki jak palacz

Lubisz se napluć w twarz, wybulić hajs i mieć kaca

Bo prawda bywa dwuznaczna jak tępa bladź w La Mania

Jedno spojrzenie ma wiedzieć ile jest warta ta szmata

Ciało jak mugwump zna wszystkie plugawe zaklęcia

Prawie jak karma w nas, kiedy się pchamy do pieca

Ale bez ciała ten świat to tylko jebany erzac

I nie ma znaczenia fakt, że to nie zmysły, a ekran

Niech wpada Nova Police, se tylko sączymy nektar

W ośrodkach chorych ambicji enzymy płodzą nieszczęścia

Głupcy, apasze, artyści, za nimi zejdziesz do piekła

Przy taśmach siły tak tanie jak wypruwane z nich dzieła

Nie ma marzenia bez skazy, osiedla w cieniu ich fabryk

Jak echa znad Aleksandrii, to raczej rzeźnia, nie azyl

Mi mówią antibarbarus, kiedy się pcham na te ślady

Zdesperowany jak Ah Pook z wylotem lufy u twarzy

Z pilotem dupy z kanapy dzisiaj nie ruszą już za nic

Tak działa siła i nawyk, to nowe światło oświaty

Leje na łaskę owacji, powoli pęka mi głowa

Toast za lata pogardy, węszą bękarty Pawłowa

Latam od bandy do bandy, siedzisz i patrzysz na to

Daytona Beach, Stany, dwieście okrążeń, to samo (Nascar)

Czy to o latach, gdy z diabłem miałem tu fight co rano?

Choć skurwiel sam już nie wiedział, kto tu jest wilk, a kto zając

A może mówię o sztuce, od kiedy "Z" z "T" olały sukę i obok stoją jak zero i treść?

Prawie jak Zero i sen, bo żeby spisać te wersy

Serio musiałem go spędzić z powiek jak setki mój portfel

Zamykam oczy i grę, to solus ipse, nie wierzysz

Ej, musisz serio się cenić, człowiek, jak setki mój portfel

I to jest dopiero chore, ty swoje, dopiero wtorek

Która aleja, kwatera, to cmentarz? - Co ty, biurowiec?

Jedni chorują na wolnośc i z nią się biją pod blokiem

Inni na przestrzeń pięter, błękit za szybami okien

Jak w wyro pudla wbijasz i tak cię zwija, że amen

Albo w krainie ciemności, że ciągle szyja i parter

To kurwa kończę i znikam, nara jak Piotr Marek

Zawsze się znajdzie unikat, co ma aż tak wyjebane

Nie takie kluby olałem, dwadzieścia siedem za pasem

I nie że całkiem outsidem lecę, bo znowu na trasie

A znając wasze wygrane, wolę już zamykać stawkę

Jak czarne konie na drodze do nieba z napisem: "slaughterhouse"


[Tekst i adnotacje na Rap Genius Polska]