Released on October 27, 2015

8K Views

Thumbnail

[Intro: Żabson]

Nie kumam, mordy

NieKumam

Żabson, ou, ou, ouu


[Refren: Żabson]

Gram w to, bo mam o co grać

Trwam, bo wierzę w rap

Po co w miejsu stać? Już można gnać

Do biegu start, run, ziomek, run


[Zwrotka 1: Wac Toja]

Nie liczę dni i lat, wylanej krwi i ran

Z nieba sypie, jak w zimie śnieg, złoty pył z gwiazd

Zatańcz ze mną w nim, a księżyca blask

Oświetli parkiet nam I lampy aut podpalą świat

Pustkowia, Ty i ja, road 66 do gwiazd

Odpalamy staff i przeszywa nas uniesień hi-hat

Anioły biją piątkę nam i dadzą czego pragniesz

I już mnie nic nie zdziw dziś, chyba że wpadniesz z blantem

Wyścig do końca dni, pięty depczą postaci diable

Palę pakty, łączę fakty, w jedność jak w układankę

Gubię drogę, zbaczam codzień, wracam by po skałach brnąć na szczyt

Po sam koniec by przy wschodzie znowu zbadać trasę

A słyszę trzepot skrzydeł, na rekord idę, chcę wygrać życie

Wydając tyle, zamiast ten etap znienawidzieć

Rozwinąć się i spełnić, jak jedno z życzeń

I po to idę, i po to idę, i po to idę


[Refren: Żabson]

Gram w to, bo mam o co grać

Trwam, bo wierzę w rap

Po co w miejsu stać? Już można gnać

Do biegu start, run, ziomek, run


[Zwrotka 2: Żabson]

Te wszystkie grube ryby życzą mi wciąż "weź się potknij"

Wyprzedziłem ich już tyle razy, że to bieg przez płotki

Wchodzę w rap powoli, tak jak Robert Korzeniowski

Wolny start, body stance, czeka na mnie maratoński

Jeszcze na prędkości, blant w rapa spalę

Wiedz, że biegam tylko dla Jamajki #Asafa Powell

Podaj gibona dalej, leci sztafeta stale

Laski kochają bieganie, no bo podaję im pałę

I gdy zaczynam nawijanie tego tracka

Johny włącza nagrywanie i masz rekord świata

I żeby mnie zatrzymać to musiałbyś mnie złapać

Tym z mainstreamu już depczę po piętach

A wciąż dystans skracam


[Refren: Żabson]

Gram w to, bo mam o co grać

Trwam, bo wierzę w rap

Po co w miejsu stać? Już można gnać

Do biegu start, run, ziomek, run


[Bridge: Slim Szczegi]

Nie chcę uciec stąd, chociaż tu gdzie dom

Coraz trudniej o tę fortunę, bwoy (bwoy)

Jak startujesz z bloku, tak jak Usain Bolt

Musisz się przyłożyć, jak na super bowl


[Zwrotka 3: Slim Szczegi]

Czas nam ucieka, a flaszka tu czeka

Na gardłach się melanż zaciśnia jak pętla

Najlepsze chwile są niezapomniane

A zazwyczaj tu wcale ich nie pamiętam

Nie dość, że mi nigdy nie dosyć (dosyć)

Chyba że kiedy zabraknie nam floty

Jak masz z tym problem to zostaniesz sam z nim

Bo twoją dupę właśnie zabieram w troki

Coś jakbym grał w sapera, bo wszędzie bomba

Się nie przelewa, niech rap kwit ten odda

Flow tak niegrzeczne

Że prędzej czy póżniej mój label je wyśle do kąta

Myślę, że pora rozjebać bank

Wszystkie niepochlebne słowa olewam, a

To i tak sukces, bo tak mi powiewają

Że już mnie nawet nie ciśnie potrzeba

Jak wiesz o co biega to chcesz to rozjebać

I do czegoś zmierzasz tu z życiem na przekór

Mówili nie tędy droga

A teraz we wszystkich numerach tu idę na przebój

Widzę jak wielu pierdoli, że zrobi to lepiej

To wjazd na ambicje raperów

Gdy ciągle czekają na sygnał do startu

Ja ciągle celuje ku niebu, bang