Released on December 17, 2021

25K Views

Thumbnail

[Intro]

Yeah, yeah, yeah, yeah

Yeah, yeah, yeah, yeah

YFL, suko, 48-100, yeah


[Zwrotka 1]

Jesteśmy w suce, czyli in this bitch

Nie chcę słuchać clique

Moja hoe ciągle jest on fleek

Ziomy palą spliff, niebieski papier, a nie jestem crip

Lubię tylko freaks

Miłość nigdy ponad pracę, kurwo, trzeba robić plik

Sam nie wiesz, czego chcesz, typie, ja chcę bands, typie

Trap trójka wjeżdża na stypie, patrz, jak bass łypie

Same ziomy, a nie fake ryje, nikt nie wbije sztylet

Wersy celne tak jak hollow-point, tak jak .223

Ale chill, no bo płonie joint, zawsze płonie sztos

Ona pyta: "Where you from?", szmato — 48-100

Znowu pływam po tej fali w pierdolonych Wave Runners

YFL zalewa Polskę, ty się nie dostaniesz, ya

Jestem wavey i trochę crazy

She kinda, uh, she kinda tasty, jebać niebieskich, ya

Robię slalom, wtedy mijam wrogów, kiedy patrzą na mnie

Czerwone światło, jadę dalej, to nie przystanek

Stoją tam z nożami i czekają, kiedy stanę

Po moim trupie, pizdo — ja nigdy nie przestaję

A moje ziomy stoją ze mną równo ramię w ramię

Ale jak Spartanie tworzymy, kurwo, armię

W tym skurwiałym świecie nie ma zasad, no i manier

Każdy głowa wciąż wysoko, nikt się nie poddaje

W chuju twoje zdanie, nie chcę twoich ocen

Robię wszystko dla rodziny, żeby zgadzał nam się portfel

Na kompie spakowany cały folder twoich obelg

Wpierdalam je do kosza, tyle jesteś warty, ośle

Jeśli znowu będę poppin', błagam, nie pisz do mnie

Szacun dla tych, co zostali, reszta krzyż na drogę


[Refren]

Każdy wers to dwadzieścia cztery karaty, suko

48-100 — brudne południe, taki urok

Jak celuję, to same dziesiątki, a nie pudło

Żyjemy na sto pro, bo nie wiemy, co przyniesie jutro

Każdy wers to dwadzieścia cztery karaty, suko

48-100 — brudne południe, taki urok

Jak celuję, to same dziesiątki, a nie pudło

Żyjemy na sto pro, bo nie wiemy, co przyniesie jutro


[Zwrotka 2]

Mam zioma, co ma czarną przeszłość

Ogarnął życie i dziękuję Bogu, że go to nie pochłonęło

A twoje ziomy grożą dzieciom, że im spuszczą wpierdol

Nie startuje do równych, bo by został na miejscu kaleką

Znowu jakiś pet się pruje i nazywa mnie bananem

Przeczytaj definicję, pierdolony mitomanie

Wypisuje bzdury i podobno zna rodzinę

A naprawdę typ jest nikim, no i szczam na jego imię

Ludzie znają mnie na tyle, ile im pozwolę

I są pewne kwestie, których nigdy w życiu ci nie powiem

Zanim umrę, chcę zobaczyć YFL na mieście

Wysprejuj to na murze, niechaj budzi, kurwa, respect, oh


[Przejście]

Za to umrę, to jest pewne, yeah

Za to umrę, to jest szczere, yeah

Za to umrę, to jest gangway, yeah

Za to umrę, to jest—

Za to umrę, to jest—

Za to umrę, to jest—


[Refren]

Każdy wers to dwadzieścia cztery karaty, suko

48-100 — brudne południe, taki urok

Jak celuję, to same dziesiątki, a nie pudło

Żyjemy na sto pro, bo nie wiemy, co przyniesie jutro

Każdy wers to dwadzieścia cztery karaty, suko

48-100 — brudne południe, taki urok

Jak celuję, to same dziesiątki, a nie pudło

Żyjemy na sto pro, bo nie wiemy, co przyniesie jutro


[Outro]

Papabless on the beat

Nolyrics

​​​​