Released on April 4, 2014

Thumbnail

[Zwrotka 1]

Opanowana dobrze sztuka kamuflażu

A na chuj? By odbić każdy niewygodny zarzut

Witamy w kraju gdzie nałóg ściąga naiwny naród

Na dół, to klucz do koszmaru, chłopaku

Wciąż dziwiąc się światu, ludziom, ich zachowaniu

Psychika na temblaku i nieprzespane noce

Wśród zagubionych dusz chodzę zdmuchując kurz

Z tych wytłoczonych pociech, Ej weź to podkręć

Tu gdzie ludzie dławią się własnym jadem

Chcą uciec od chaosu siejąc jeszcze większy zamęt

Gdzie brat bratem jak Kain z Ablem

Kurwa, chodzi tu o hajs czy o prawdę, co?

To wszystko chuja warte jeśli fundamenty gniją

Za własne błędy nie obarczaj innych winą

Do księżyca psy wyją a pajacom puchnie ego

Chodź ledwo liznęli w tej grze pierwszy sezon

Pieprzyć niemoc, marazm i cały ten syf

Skurwysynom ślepo uprawiający hejting

Weź się rozejrzyj ilu wchodzi do tej gry sercem

Możе połowa człowieku, nie więcej

Wzniеście ręce, ci którzy szczerość poprą

I nie ważne kto płynie z nurtem a kto płynie pod prąd

Liczy się wiarygodność i dla gry prawdziwość

W świecie gdzie ludzie kłamią, jednocześnie pięści bijąc


[Zwrotka 2]

Ktoś komuś pozazdrościł na horyzoncie płoną mosty

Chodź ponoć każdy z nas jest już dorosły

Gniew i groźby, ciężkie noce pełne rozkmin

Dryfując, bardzo łatwo jest się rozbić

Wśród wątpliwości stoję w polu pokrzyw

I staram się oczyścić swoją duszę z toksyn

Nie ufam obcym na koncie mam niejeden odchył

Miasto jedyny nałóg bez opcji na odwyk

Wyciągnę wnioski nie chcę bać się luster

Bo to jak żyć z lufą przy skroni z palcem na spuście

Nadal gram by nie utknąć w martwym punkcie

Patrząc na panoramę miasta witam się z jutrem

Znajomy bruk, wiem, świadek wszelkich zdarzeń

Nieraz już widział jak świat okrada ciebie z marzeń

Wciąga wir wydarzeń gdzie zgubą lewa wiara

Kumasz? Wypuść do góry, Trza wykurwić zbędny balast