Released on November 21, 2016

9K Views

Thumbnail

[Zwrotka 1: Shellerini]

Niejednokrotnie biłem się pięścią w pierś w świecie, gdzie gniew doprowadza do łez

Na mieście noże, uśmiecha się pod nosem bies

Nie wszystko okej jest i każdy farciarzem jak Noe

Dzień pod blokiem bez emocji, wita poker face

Życie to moment jak wdech - wydech - koniec

Stres trawi jak ogień Donieck, piątek to wasze zdrowie

I może tobie, ale mi morze marzeń nie wyschło

I zrobię wszystko, nim zamilknę jak Smoleń

Jak Fiedler wciąż w drodze, ambicje wbite w CV

I kiedy przyjdzie odejść mi, to chciałbym tak jak Chryzyp

Spisanych kartek ryzy, kto nie ryzykował, się spiął

Moi ludzie z nizin skaczą w stóg siana jak Ezio

Chuj w marazm, to bieg po runo, mówią przez piekło

Trudno, zbyt rzadko, lekko wiesz toruję swoim ludziom

Ci co karmią obłudą, szczują, kpią niech się pieprzą

Z Pe-o-zet-n-a-n z kreską, salut


[Refren]

Zanim wchłonie mnie piach w środku klepsydry Chronosa

Za dnia pędzę przez świat, wersety piszę po nocach

Nie słucham rad tych głupców, nie idę ślepo za stadem

To dla tych, którzy są zawsze obok mnie, kiedy krwawię

To dla naszych ludzi, to dla naszych ludzi

To dla naszych ludzi, to dla naszych ludzi

To dla naszych ludzi, to dla naszych ludzi

To dla naszych ludzi, o


[Zwrotka 2: Słoń]

Nigdy nie byłem typem, który własne życie woli przespać

Nie mam patetycznych wersów naiwnych jak oczy dziecka

To Słoń i Szelka, kręcimy swój film jak Carpenter

Mam sporo nowych doświadczeń i tych kilka dziar więcej

Przez świat pędzę jak dzieciak z torebką na wyrwie

Ty zanim powiesz cokolwiek, ja zdążę zjebać za winklem

Moją nawijkę i chamstwo ceni każdy koneser

Nie mam w dowodzie Neil Armstrong, choć potrafię polecieć (jedziesz)

Im więcej wiedzy, tym patrzę na świat inaczej

Ex-koledzy chcieliby żebym skończył jak kamikaze

Wokół sami łgarze gapią mi się w portfel przez ramię

Więc stale trzymam palec na spuście jak Blade Runner

Bez bajek i półprawdy, intensywna woń padliny

Lodowate ostrze życia wybebesza nas jak ryby

Dziś liczysz przypływ gotówki i puszczasz barmance oczko

Jutro na onkologii pustym wzrokiem patrzysz w okno

Znam dobrze samotność, poznałem zimno, szarugi

Co chwilę widzę na skałach te roztrzaskane szalupy

I zanim przyjdzie Anubis, płyniemy wpław lub pod prąd

Zostawiając ślad po sobie niczym Kaijū w Tokio


[Refren]

Zanim wchłonie mnie piach w środku klepsydry Chronosa

Za dnia pędzę przez świat, wersety piszę po nocach

Nie słucham rad tych głupców, nie idę ślepo za stadem

To dla tych, którzy są zawsze obok mnie, kiedy krwawię

To dla naszych ludzi, to dla naszych ludzi

To dla naszych ludzi, to dla naszych ludzi

To dla naszych ludzi, to dla naszych ludzi

To dla naszych ludzi, o


[Tekst i adnotacje na Rap Genius Polska]