Prawdę mówiąc

By WSRH

On Unhuman Mixtape

Released on October 24, 2009

Thumbnail

[Zwrotka 1: Bubel]

Znów pytają co u mnie

Wszystko spoko w sumie, te

Ogólnie jeszcze nie myślę o trumnie

Wciąż kombinuję, by żyć tak jak lubię

I nie kapituluję, brat - po moim trupie

Nasz świat jest chory, odstaw pozory na bok

Zobacz jakie mamy prawo, niewielu tu żyje klawo

Ale prawdę mówiąc, w chuju mam to

Bo jak nie chcesz być ogonem

Musisz być jak Johny Bravo

Nie ma to tamto, wybiorę napad na kantor

Zamiast ostatniej wizyty w piwnicy ze skakanką

Tutaj życie to hardcore, więc i ja jestem hardcorem

Bo albo robisz w zbroję, albo wracasz z honorem, te

Biorę co moje, pierdole chore wizje

I nie dam sobie wyprać mózgu przez telewizję

Oni łapią schizę, gdy usłyszą kilka bluzgów

Wbijam w to, bo pierdolę hipokryzję i oszustów

(x2)

Dwa siedem na karku, osiem lat ma mic'u

Dwanaście na haju, Bóg wie ile do raju, te

Robię co mogę, by żyć jak chcę

Jak moi ludzie mam serce z logiem PDG


[Zwrotka 2: Shellerini]

Daj hajs na koks, obok Ice La Fox cisza

A w CD leci Freddie Foxxx, jak dla mnie pełen wypas

Nie chcę zapeszać, żeby jeszcze się nie przysiadł

Ale minął chyba z rok, jak nie natrafił na mnie przypał

Chyba żyję jak lubię, mówię jak umiem, wybacz

Prowadzę tak jak Paris osobisty Sonic Jihad

A w przerwie Łycha z bratem

Co go system widzi w gdybach

A w przerwie Łycha z bratem, co ten system

Ostro dyma, bywa

Syreny wyją na rewirach, słychać psów skowyt

Czuć metaliczny smród luf, co wróży w celi pobyt

I nie wiń młodych, winny rząd, ten wyrodny rodzic

Co nie chce zgody, wszystko robi by nas obić

Oby walczyć o swoje, jak Sir William Wallace

I nie poledz, do końca doprowadzić projekt

To jest coś, co ma jakikolwiek sens dla mnie

Bo prawdę mówiąc, kuzyn, tylko na tym znam się.(na tym znam się)

(x2)

To dwadzieścia sześć wiosen, lawirując, kłamiąc

Mając pełen olew, mam ten rap by zapomnieć

Choćby na moment

(by pozytywnie rozegrać tą opowieść)


[Zwrotka 3: Słoń]

Czas nie ubłagalnie leci

Już dwudziesta piąta wiosna

To jest miasto Poznań

Gdzie codzienność nie jest radosna

Znowu głos mam, mój rap to mój osobisty Syjon

Bo w rzeczywistości daleko do karnawału w Rio

Tak tu ludzie żyją, pijąc hektolitry czystej

Naród zniewolony przez pasożytniczy system

Tu są drogi wyboiste i choć większość żyje w biegu

To my idziemy pod prąd, nie przestrzegając reguł

Oto miasto grzechu, gdzie nie każdy, realia zna

Tu biegają głodne ryje

I handlują czym się da

Dążenie do życia w snach, to nieustanny wyścig

Słowo przyjaźń nie istnieje kiedy chodzi o korzyści

Wszyscy chcą się nachlapać, a ja patrzę na to z boku

Bo prawdę mówiąc, mnie chuj obchodzi

Co myśli ogół

Tak rok po roku żyję, i nic innego nie znam

Bo ten rap to jest jedyna znana mi profesja

(x2)

Już dwudziesty piąty rok, studiuję w życia szkole

Od czasu kiedy w szpitalu swój pierwszy oddech wziąłem

To jest sprawozdanie z dwudziestu pięciu wiosen

Mój bagaż doświadczeń, który wszędzie ze sobą niosę