Released on April 21, 2008

Thumbnail

[Zwrotka 1: PAG]

Wyższa Szkoła Robienia Hałasu człowieku

Weź to sprawdź, ej

W kajdanach pojmana ofiara komercha

Przez rap oraz piekła, co płonie na werblach

Za moce ciszy, nakręca bit serca

Słyszysz ten hejnał przemycany jak [?]

Kilogramy na pętlach i wszędzie hejnał

Rap na zakręcie, jedzie na mixtape'ach

Więc chłopaki rapują tutaj przekleństwa

Które opisują rzeczywistość miejsca

Wyskoki, brednie jarzysz w tym mieście

Gdzie wuchta rzesze twarzy na plaży

O królestwie marzy, a w kurewstwie się smaży

Zamazane krajobrazy, tu nie ma nic za nic

Tu płaci się w bejmach, za braci ręczy

I walczy się w tekstach nikt z nas nie wymięka

Bo nawet z rozpaczy wyciągnięta konsekwencja

Kolejna lekcja to kwesta czasu

Bo tak szybko leci pewna koneksja

Na przeciw pedalstwu, śmieci co popa-rap, tak!

Robią dla lansu Aaa! Prawdziwy rap na wieczność pozwoli

Przetrwać temu miastu, co się boisz?

Poznań, city pełne hałasu, jak bity basu albo pipy trance

Z którego wychodzi się po omacku

Uwaga nadchodzi hardcore'owy tajfun

Bloki bez szczęśliwej podkowy

Co ty tej, ale z wiarą zasób możliwości potencjału

To nie pościg pomału chłopaku P.A.G. bez litości rapuj


[Zwrotka 2: Shellerini]

Na europy peryferiach rozbrzmiewa wciąż tan hejnał

Czas się zapętla powoli psychika nam klęka

Szukając szczęścia, szukając miejsca, szukają własnej ścieżki

Na koncie mając większe czy mniejsze grzeszki

To ten miejski typowy tryb życia dla nas

Komedio-dramat miasto w naszych żyłach gra nam

I nocą raban, co po niektórzy mają pecha na bank

Popijam Lecha i toast za was wznoszę

Nad nami biały orzeł krąży, na stole biały proszek mąci (Co sądzisz?)

Trochę inny obraz Polski, trochę inne zakąski niż sprzed lat, brat

Na sumieniu parę spraw ciąży, a szansą dla nas rap wciąż

Staje na baczność tu gdzie światła tańczą

To moje miasto, co nie może zasnąć nigdy

Tu każdy dystrykt ma swój specyficzny pogląd

Bo nam tak wolno, dla mnie słowo formą leku, człowieku

Nie ma niczego czego zrobić bym nie mógł

To Shellerini, północny biegun wciąż w biegu

Dążąc do celu wbrew wszystkim i wszystkiemu

P.A.G, Słoń, PDG jedziesz DJ...


[Zwrotka 3: Słoń]

Słoń, P.A.G. i Szelma, to nasz hejnał

To nie rap dla tych, którzy życie przeliczają w bejmach

Pusta kejda nie ma wiele zawsze jest za mało

Składamy hołd miastu, które nas wychowało

Wieje orkan, dwanaście stopni w skali Beauforta

Jak Dr Kevorkian, to liryczna lobotomia

Rap to nasza fobia, droga bez powrotu

Choroba, na którą nie ma, nie będzie antidotum

Jak produkcje Rap-a-Lotu, wszystkich słabych zgniatam

To gra we wszystkich chatach z piątkowa do rataj

Robimy to nadal, WSRH naszym skrótem

To jest rap dla ludzi bez świecidełek i futer

Chuj w dupę wszystkim, mundurowe świnie

Miejski instynkt, tu przetrwasz albo zginiesz

Nie zobaczysz tego w kinie, nie powstają o tym filmy

Że policjant w naszym kraju za morderstwo jest niewinny

V jak Virus synu, tworzę muzykę zatrutą

Jak koszmar z ulicy Wiązów jesteśmy chorą nutą

To egzekucyjny pluton załaduj i wystrzel

W twojej wadze jestem mistrzem, wszystkich słabych niszczę


[Tekst i adnotacje na Rap Genius Polska]