Released on April 4, 2014

Thumbnail

[Zwrotka 1: Słoń]

Jestem jak „Coś”, nieproszony pozaziemski gość

Przeszywam ciała na wskroś, siedzi we mnie tylko złość

Z miliona szos wybrałeś właśnie tą, którą jadę

Skurwysynu dzisiaj poznasz zaginioną autostradę

Twarze blade jak topielce, witamy na dnie bagna

Miejsca, w które Cię zabiorę nie oświetli nawet Maglite

Oto brutalna prawda, nie opuszczamy formy

Wychowankowie wojny, po horyzont czarne torby

To nie Kwartet Jorgi, ani Trybunie tutki

To jebane cyborgi napędzane morzem wódki

I Bóg mi świadkiem, jeśli w ogóle istnieje

Że te bezpłciowe dziwki oskalpuję jak Cheyennе

Oto Słoń i Sheller, wchodzimy przez Twojе okno

Siejemy popłoch, membrany od juchy zamokną

Mam w chuju czego słucha motłoch, to moje motto

A Ty sfrustrowana płotko gadkę masz bezpłodną

Płyniemy pod prąd, znowu będzie się działo

Kiedy ja się pnę ku niebu, Ty podcinasz własną gałąź (pało!)

Mam mało tolerancji w sobie, nie zaprzeczę

Ci pseudo życiowi MCs topią się przy nas jak świece

Płyną dwa trupy w rzece, nawet na nie nie naplułem

Zgadnij, kto wypatroszył Twój ulubiony duet

Nie lubią nas trueschoole, nie lubią ci od braggi

Bo jesteśmy jak dwa chuje w krainie miękkich wagin


[Refren: Słoń]

Znów ciśnienie rtęci nie mieści się w słupku

Kolejny raz absolwenci ze Szkoły Wyrzutków

To nas dwóch kontra oni wszyscy

Daj to na full, niech rozbrzmiewa miejski dystrykt

Znów ciśnienie rtęci nie mieści się w słupku

Kolejny raz absolwenci ze Szkoły Wyrzutków

To nas dwóch, bass dudni jak wulkan

Daj to na full, rapu najwyższa półka


[Zwrotka 2: Shellerini]

Dwa cztery h przez siedem dni w tygodniu

Sieję spustoszenie jak dwa Boeingi w Nowym Jorku

Wszystko w porządku, mam fach w ręku jak Hitman

I dwie śliczne panie w bieliźnie Victoria’s Secret

To PDG X-Man, lepiej miejsca ustąp

Gdy w beczki wali Mikser, a głośniki pali mój głos

To mój flow, mam pakiet słów co łeb Ci urwie

Mym sprzymierzeńcem mrok, możesz mówić mi Bruce Wayne

Mam ten luz, tej, lecę bez barier

Mały bombardier, MVP jak Charles Barkley

I wiesz że, jak lampę dżin podlewam ich nienawiść

I mam niejeden brzydki nawyk jak Delinquent Habits

Jak Lee Harvey Oswald, niczym sarin w Tokio

Wpisałem się w historię, o mnie ziom już nie zapomną

I czy z forsą czy bez niej, swą rzeczywistość kreślę

Do wack'ów strzelam, tracą łby jak JFK, tej

Jadę jak Bentley, skurwielom skacze gul

Tak jak księdzu Bonieckiemu nie zakneblują mi ust, tu

Szlifuję kunszt tu, na tych osiedlach

Jeśli mówisz WS musisz też powiedzieć RH


[Refren: Słoń]

Znów ciśnienie rtęci nie mieści się w słupku

Kolejny raz absolwenci ze Szkoły Wyrzutków

To nas dwóch kontra oni wszyscy

Daj to na full, niech rozbrzmiewa miejski dystrykt

Znów ciśnienie rtęci nie mieści się w słupku

Kolejny raz absolwenci ze Szkoły Wyrzutków

To nas dwóch, bass dudni jak wulkan

Daj to na full, rapu najwyższa półka


[Outro: Shellerini]

To pewne rzeczy, ej yo nie próbuj mi zaprzeczyć

Chcesz grupie mej złorzeczyć? Człowieku idź się leczyć

To pewne rzeczy, ej yo nie próbuj mi zaprzeczyć

Chcesz grupie mej złorzeczyć? Człowieku idź się leczyć

To pewne rzeczy, ej