Released on October 24, 2009

Thumbnail

[Zwrotka 1: Słoń]

Jestem jak diler pod gimnazjum dla niepełnosprawnych dzieci

Miejscy poeci, wychodzimy kurewstwu na przeciw

To leci we wszystkich chatach od Zakopca aż po Szczecin

To czas nuklearnej zimy, centrum ognistej zamieci

Nas nie wyleczysz z rapu, to znowu Słoń i Shelka

Welcome w kraju gdzie, konfident to gruba obelga

Kolejna pusta butelka i pijacki bal do rana

Chciałbym zatapiać pysk w dwu kilogramowych łanach

Jak Tony Montana ja mam te poryte wizje

Bo mnie mnie inspiruje Pinhead, a nie jebany Walt Disney

Mam tą niezdrową wikse, kolejny chory mixtape

Jebać izbę, system, sądy i policje

Wyruszam znów na misje, chłopaku podkręć bass

Przynoszę powolną śmierć wszystkich samozwańczych gwiazd

Jak Hellraiser i Stabas, Anioły Piekieł

Scheibel, dekiel szaleństwo jest naszym lekiem


[Zwrotka 2: Shellerini]

Za dzieciaka nauczyłem się skakać po taktach

Za pan brat z grą, uważaj byś nie zasłabł

Słuchając tego flow, chcesz chłopcze zemną zagrać w to?

Jestem jak Bush meat, fate of the rap, joł

Mogę cie zabrać gdzie werble biją w potylice

Gdzie wciąż szukam bo to przestaje, przegrywa życie

Przerywam ciszę, sunę jak Michelin bezapelacyjnie

Jestem mistrzem w tym co robię

Dym, ciężar powiek, styl którym kopie

Skurwysynu swoją wartość trzeba dowieść

Co jest człowiek? Nie jestem w tej grze od wczoraj

Nie potrzebna mi porad, znów przekręcam alkomat

PDG stara szkoła, a nie z dupy MC

Nie chodzę na skróty, gadam szczerze i nie kręcę

Mam stylu więcej niż ma kurew Bangkok

Niż Viseta Blanco koki, robię tu Sajgon

Kroki, mam gorzki styl, styl który lepiej popić

A w przyszłym roku wypatruj nas na OLiS chłopcze

Haha, wypatruj nas na OLiS chłopcze