[Zwrotka 1]

Migają loksodromy

Lipca pół, a ja ciągle mam sentyment do "Somy"

W głowie "Visa", "Tamagotchi", no i "Giro..." po nocy

Chociaż kłuły w oczy kiedym szeptał zimą "Pomocy..."

Znów gorąco od Warszawy po Londyn

Wrócił Snapchat płonący, wraca styl kolorowy;

Wśród swoich luźny chód, spinam tylko sonet złocony

Chłonę wschód, późno już, policzek barwi promyk

Czekaj, znowu żyje, cud - choć wyprany- jak nowy

Z marszu zmartwychwstałem niczym Adam Słodowy;

Na dwóch kółkach w maju przed Narodowym

Tak jak kiedyś przez Powiśle i Włochy

Sieję wiatr, chociaż zbieram z niego burzowe plony

Oprócz deszczu zasięg pada z Natolina do Polin

Włos się jeży wciąż, gdy odwiedzać muszę Tykocin

Ale dzięki temu sypać mogę szczyptę wypocin


[Refren]

Piszę wyżej sięgając gwiazd

Piszę szybciej...


[Zwrotka 2]

Dzisiaj w menu Latte, Fresco oraz M&Msy;

Na przystawkę przed Zachętą 102 grzecznie skręcił

Jadę na notesie z pętlą, chociaż nie do pętli

Literami rozplątuję tkwiący wewnątrz mętlik

Koniec tuszu, więc odwiedzam Empik;

Szum do uszu pnie się - całe miasto życiem tętni

Z racji, że już kwiecień, wzrok przestawiam na czas letni

Od niedawna słupek szczęścia rośnie stale, zamiast rtęci

Ostatnimi dniami piszę non-stop

Batalię z wersem toczę, chcąc go wreszcie domknąć

Przez to wers ten autotematyczny stał się mocno

Swoją drogą, jest to już chyba czwarty pod rząd

Lubię tworzyć i śmiać się głośno

Wolę szeptać zamiast krzyczeć, niszczy mnie samotność

Piszę szybciej, spisuję wolność

Unoszę swoje wersy wyżej, tak jak Apollo

Bujam w obłokach niczym WizzAir, mam w głowie kosmos

Już się od ludzi nie uchylę; uchylam okno

Lecę podciąć swoją czuprynę, nie żyły podciąć

Espresso w ekspresowym trybie jak Maciej Orłoś

Kordony pasażerów wciąż pod ONZ Rondo

Linijki składam jak koszulki Marie Kondo

Na bicie dalej pędzi Rumak, więc wskakuj w siodło

Poprzez świat galopem, jestem młody Zorro


[Refren]

Piszę wyżej sięgając gwiazd

Piszę szybciej...


[Zwrotka 3]

Znów może parę powiek zmoknie

A zwłaszcza moje, bo czytając dawne linijki wzruszenie łapie wciąż

Wrażenie mam, że to wieczność, choć minął ledwie rok

Nadzieję, że ich niedługo przybędzie sporo

Lubię składać wiersz o drugiej w nocy

Lubię wierzyć, że odnajdę swą Nebulę w tłumie obcych

Lubię zapach przebiśniegów oraz dźwięki wiosny

To uczucie, gdy ode mnie wszystkie lęki poszły

Hulajnogi wszechobecne niczym Ruchu kioski

Kleję wersy kolorowe niczym strój kurpiowski

Ja tylko sobie tutaj tańczę krytyku, luzuj porty

Jeśli Ci nie pasują stare dźwięki, no to spróbuj nowych

Czasy niczym Leclerc, za Starbucksem skręt

Na słuchawkach Del Rey, w płucach świeży tlen

Budzi wszystkie zmysły ciepły deszcz

Młody Wilhelm Tell: ustrzeliłem niczym jabłko wszystkie lekcje pierwsze


[Refren]

Piszę wyżej sięgając gwiazd

Piszę szybciej...


[Zwrotka 4]

Zdradzę mały sekret:

Nim podpalisz własne fobie, upuść z nich powietrze

Jak Dr Oetker leczę, z tym, że jest wreszcie lepiej:

W podziemiach głową teraz tylko, kiedy pędzę metrem

Szkoda zachodu, rano nas powita wschód

Toną hulajnogi, bo wylała Wisła znów

Z Vaporeonem płynę poprzez drogę

Po dobrym torze, z prądem niby Pikachu

Idę przez Krakowskie, mijam shisha klub

Drzwi na oścież, gawiedź spija miód

Gwarno tu jak w ulu trochę, tonie w Cuba Libre lód

Lato trwa w Syrenim Grodzie, także kierunek: Wilanów


[Refren]

Piszę wyżej sięgając gwiazd

Piszę szybciej...


[Zwrotka 5]

Jesienią chcę spokój, nie mary

Otoczony nie przez lisy, tylko przez ziomów starych

Nie chcę już siedzieć w czarnej ciszy, zdejmuję okulary

Mienią się krople jak szafiry, lecąc z obłoków szarych

Choć robię sporo błędów i nie raz jeszcze się sparzę

Zgarniam losu rękawicę, szukając tam nowych wrażeń

Grając tu przegram co najwyżej, ale o pomysł zawalczę

Choć miewam wizje infantylne jak mistrzostwa w Katarze

W kraju, w którym każdy wokół chce ograbić cię z marzeń

W którym system czarno-biały prostą kreską być każe;

Kredyt brać, żeby w końcu spłacić go jako starzec

Lub do północy zasuwając gdzieś w Mordorze lub w barze

Albo wydać hajs na ciuchy w H&Mie lub Zarze;

Wraz z anturażem piątkiem browar i nad Wisłę na plażę

W kraju, gdzie tolerancji próby wciąż się kończą skandalem

Choć jedną tęczą niespaloną niech zostaną

"Mandale"

Więc popatrz

Na czerwone serc połowy

Wciąż się żarzących

I rzymski sok pomarańczowy

Więc popatrz

Na wachlarze piór kanarkowych

Na zieleń rozmarynu

Oraz zioła wśród baozi

Więc popatrz

Na lśniące morskie loksodromy

Niebieską Wisłę

W indygo pełne perony

Na samoloty

Fioletu zapach lawendowy

Pośród alejek wrzosy

I różowe Instastories

Więc popatrz

Na srebrny wieczór księżycowy

Na bursztynowe włosy

I na wers malachitowy

Więc popatrz

Złocisty odcień lodów karmelowych

Wierzby i bluzy

I głębię oczu orzechowych

Więc popatrz

Na nocne światło lamp sodowych

Na parapetu, pieczywa i ciast połowy

Więc popatrz

Kończę make-up światopoglądowy

Wraz z końcem linii konturu tęczy ortodromy:

"Na zdrowie!"