Chmur drapacze

By Włodi

On Wszystko z dymem

Released on September 19, 2014

Thumbnail

[Zwrotka 1: W.E.N.A.]

Tablice na podstawówce mają te same obręcze

Asfalt przyjął wiele kropli krwi w czasach kiedy byłem dzieckiem

Choć nie grałem tu już parę lat, kiedy palę, zwykle palę sam

Jedna myśl towarzyszy mi - znaleźć się jak najdalej zła

Bez reakcji na tyle krzywd, nie umiem ranić w imię gry

Za wcześnie widziałem za wiele cierpienia, niedziwne, że nie chcę go widzieć dziś, co?

Przez tyle dni uczyłem się bólu i życia z nim

Możesz mi spojrzeć głęboko w oczy i nie tylko pasję wyczytać z nich

Złote korony drzew, królowie, którzy nie chcą władzy

Rzucają cień na Ciebie i mnie i ludzi gotowych za nią zabić

Mamy inne korzenie, odbijam piłkę o ziemię, podnosząc kurz

Nie chcę prosić znów o wewnętrzny spokój i dźwigam to brzemię

Nie musisz wierzyć w Boga, by każdego dnia doświadczać piekła

Puste boiska, wytarte linie, siatki wiszące na obręczach

Szelest wyschniętych liści, ostatnie ciepłe dni tej jesieni

Siadam pod koszem, patrzę na niebo, wypuszczam dym, nie chcę nic zmienić


[Zwrotka 2: Włodi]

Kończy się śmieszny film, szaro-niebieski dym

W ręku przecięty filis i z torebki resztki w nim

Bez zbędnej presji, chill, na dwoje mach, za mach

Dzwonię po haze, wiem, gdzie w centrum można wejść na dach

To chmur drapacze, tuż przy Emilii Plater

Pięć dych pod blatem, w jednym z nich cieć chętnie przyjął w łapę

Czterdzieści pięter, stąd świat widać inaczej

Dwa jointy mam zwinięte już plus niecodzienny spacer

To, co dla jednych skarbem jest, dla innych gówno warte

Po co kłócisz się i szarpiesz, czas ustala tę hierarchię

Nie walczę dzisiaj z nikim, z całym tym systemem, wybacz

Wolę być ziarnkiem piasku w jego zardzewiałych trybach

Bierny opór to ciężki topór, ale nie mam u stóp ściętych głów

Etos bloków, wierny Bogu, spod stropu ściąga ego świętych krów

W, Living proof, przekonasz się wkrótce

Jest coś, czego Ci ludzie nie wybaczą - sukces


[Zwrotka 3: Mielzky]

Na rogu Maja i Grunwaldzkiej lecę szkło napełnić

Sorry mordo, tel niedostępny, bo pieprzy mnie dziś wasz dirty dancing

Mielzky, mam niezłe kreski na bani, po nich niekiepski festyn

Dzięki, moi ludzie mają lęki po tym, co wzięli z Twojej ręki

Dziś jak przez lata idę na czysto, nie katar tylko piwko i bistro

Ogarnę tatar, fullcapa nisko mam, pierdolę to widowisko

Wszyscy wokół mnie myślą, że wszystko co mam, to ogólnie jest niezła impra

Że palę gibla po sztuce w klubie i zawijam dupę, by ją pchać po kiblach

Wybieram plażę, siedzę, i smażę, nic niczego nie wymaga dziś

Bez wyobrażeń, bez złudnych marzeń o tym, kim mógłbym teraz być

Melanż powoli mi zabierał sny, zrobiłem swoje, by teraz iść

Tam gdzie moje miejsce, choć wielu mnie nie chce rozumieć, wolą stać i marszczyć brwi

Dla nich to problem, dla mnie to dar, który na swoim barku ciągnę od lat

Często samotnie, nigdy nie sam, ale mój dom jest tam, gdzie DJ i majk

Nie jest wygodnie żyć pośród ludzi, chętnie wpakują Ci kulę w plecy

Sukces jest trudny, żyję z tym bólem, nigdy ostatni, zawsze pierwszy


[Tekst i adnotacje na Rap Genius Polska]