E. Munch ‘Krzyk’

By Wicher

On Werniks

Released on April 22, 2013

Thumbnail

Miała kilkanaście lat, mieszkała w Oslo

Straciła swoich bliskich nim zdołała dorosnąć

Ekeberg było miejscem, gdzie spędzała całe dnie

Odcięła się od znajomych, sama w nieznane brnie

Lubiła sztukę, trafiał do niej ekspresjonizm

A nad sztalugą cisza zajęła miejsce fonii

Ból spod jej nóg nieraz zerwał grunt

A śmierć stała się jej muzą # Edvard Munch

Ten dzień był szczególny, rozdrapane blizny czasu

Fiord powalał, do tego krwisty zachód

Oparła dłonie na barierce, czując pustkę

On położył dłonie na jej twarzy blokując słów bieg

Znała tę maskę, choć nie była fanką strachu

Pozbawił dumy, zostawił pół martwą w piachu

Brutalny gwałt, wzywała pomoc przez łzy

Nikt jej nie pomógł, szum morza zagłuszył jej krzyk

Ref:

Jeśli brakuje Ci tchu - po prostu krzycz

Nawet gdy dostajesz od losu w pysk

Krzycz jak najgłośniej, ile masz sił w płucach

A gdy spotkasz taki krzyk, zechciej go wysłuchać

Trójka przyjaciół przypadkiem ją odnalazła

Była w szoku, nie byłaby w stanie poznać diabła

Który swoim brudnym czynem niemal sprawił, że

Dołączyła do swojej siostry u podnóży Ekeberg

Zamiast tego dni spędzała na OIOMIE

Cała w strachu, test ciążowy splotła w dłonie

Los okazał się jak zwykle sarkastyczny

Bo dwie kreski mogą zmienić całe życie artystki

Zawyła z bezsilności,a w tworze tej bestii

Ten dźwięk przyprawiał dreszcze # Florence Jenkins

Ambitna, miała cele, chciała to zabić - matka

Gry słowne są cyniczne # aborcyjna aspiracja

Trauma ją ścigała, mijał kolejny tydzień

A myśli o zabitym dziecku podeszły bliżej

Jej życie bezpowrotnie miało zmienić się gdy

Zobaczyła na własne oczy jak wygląda niemy krzyk

Ref:

Jeśli brakuje Ci tchu - po prostu krzycz

Nawet gdy dostajesz od losu w pysk

Krzycz jak najgłośniej, ile masz sił w płucach

A gdy spotkasz taki krzyk, zechciej go wysłuchać

Wpadła w depresję, leki miały zabić głębie

Wierzyła w magię chemii # Marit Bjoergen

We śnie miała wizje,jedna była bliska prawdy

Zapadła w pamięć jej na zawsze, Wizja Kasandry

Popadła w alkoholizm, równia pochyła

Łzy przywarły na stałe, a to wcale nie jest git

Została sama, potraktowała ją z buta rodzina

W afekcie wniosek, że już nie chce żyć

Więc poszła nad klif, fiord, wspomnienia

I marzyła by usłyszeć ten głos zrozumienia

Widziała trójkę w oddali, spojrzała po horyzont

W jej głowie myśli, że ją wyłowią żywą

Zachód krwisty, krwisty jak nigdy wcześniej

To była droga by zniszczyć kleszcze

Zrobiła krok, grunt usunął się spod niej gdy

Usłyszała gdzieś w oddali tylko kobiecy krzyk

Ref