Released on April 18, 2017

8K Views

Thumbnail

[Zwrotka 1]

Stare osiedle nie wygląda już jak kiedyś

Nie sądzę, żebyś w 99' na nim umiał przeżyć

Windy całe w tagach, palce całe w flamach, kiedy zjeżdżały na parter wszystkie były Montana Maxx

Dookoła wszędzie bloki

Żaden z nas nie wnikał co będzie po tym

Werble, stopy, pozwalały mi trzymać się ponad powierzchnią

Miałem dobrych ludzi, kilku ode mnie odeszło

Mój człowiek Kawa, uczył mnie tagów, uczył mnie rapu, na długo zanim poznałem braci z 'Na Pół Etatu'

Do dziś kody domofonów pamiętam jak pierwsze chromy, kiedy na całą noc wyszedłem z domu

Psy obudziły matkę o 4. Nieodparte przeczucie, że z innym dzieckiem zniosła by to łatwiej

Miałem wyjebane na zdanie rodziców

Czułem tylko gniew, bunt i poczucie niedosytu

To był czas kiedy wątpiłem we wszystko co mogłem

Nikt nie sięgał nisko, by próbować mnie podnieść

Równia pochyła w dół, w tą stronę jest sporo dróg

Wrzucałem kasetę w system, zawsze miałem dokąd pójść

Koledzy wzięli rodziny w lepsze części miasta

Ja w pokoju na Klaudyny jest za 10 dziewiętnasta

I znów zachodzi słońce nad moim osiedlem

Nigdy tego nie zobaczysz, nigdy tego nie zdobędziesz


[Cuty]

Wierzę w swoją drogę jak pierdolony Ghostdog

To owoce chwil, które przeżywałem wczoraj i dziś

Chwile mijają mi... widzę we flashbackach je

Kolejny level, tego jestem pewien


[Zwrotka 2]

Pezet wpadał na Klaudyny, Onar wpadał na Klaudyny

Słucham echo kiedy wracam na Klaudyny

Kosi kończył podstawówkę, którą rok wcześniej zacząłem

Tagi JWP znałem nim zadzwonił pierwszy dzwonek

Na tej szkole Molesta kręciła klip z 'Powrotu'

Ostry mówił, że brał w trasę 10 par Reeboków

Ja w tej samej od początku roku, oglądałem miasto z autobusu w drodze na Mokotów

Na słuchawkach leciał Dinal Team, inna liga gry

Szanse, żeby grać za dobry papier, nie widać ich

Nie znałem się ze Smarkim, Quiz puścił „Najebawszy” w aucie

I słuchałem nastukany strasznie

Włączam, nie mam tego, przechodzą mnie ciary zawsze

Kiedy wracam czuję pierdoloną satysfakcję

Respekt trudno się wyrabia, traci łatwiej

Dalej wierzę w to, że nic nie stało się przypadkiem


[Cuty]

Wierzę w swoją drogę jak pierdolony Ghostdog

To owoce chwil, które przeżywałem wczoraj i dziś

Chwile mijają mi... widzę we flashbackach je

Kolejny level, tego jestem pewien


[Zwrotka 3]

Czasem dalej nie mogę uwierzyć, że ten sen się spełnił

I życie upływa w równomiernym tempie werbli

Nadal nie czuję się sobą, kiedy jestem bez nich

One zostawały obok, gdy pękały więzi

Tylko sprawdzeni patrzą na Ciebie po staremu

Choć i tak nieraz rozpoznaję zazdrość w ich spojrzeniu

Jakby nie znali problemów, które mam

Nie rozumiem jak znowu czuję się w ich tłumie sam

Droga po swoje to długa i samotna podróż

Trasy w każdy weekend, studio cztery dni w tygodniu

Wymagania, które wiecznie stawia rozwój i Ty po środku walki o najwyższe podium


[Tekst i adnotacje na Rap Genius Polska]