Anioł

By Waima

On Cameleo

Released on September 15, 2023

Thumbnail

[Refren]

Byłem dzisiaj w niebie, byłem dzisiaj w piekle

Nie wiem jak wygląda Anioł, ale to nie ty

W końcu padnie cios i trafi prosto w serce

Ale proszę nie bądź zła, tak musiało być

Pe-pełne kluby, puste hasła, nie potrafię już się ryć

Choćbym tysiąc razy sprawdzał, wciąż nie mam dla Ciebie nic

Ja i pusty apartament, jedna noc i po weekendzie

Możesz to zaryzykować, ale chyba wiesz jak będzie


[Zwrotka 1]

Nie jestem stąd jedyny, co ma talent

Jedyny co wszedł na wyżyny marzeń

Odjebałem parę głupot parę razy

Parę razy prawie sam to zmarnowałem

Zmieniło wszystko się w jednym momencie

Ale jedno zostanie zawsze stałe

Nigdy nie przestanę tego gonić

Byku chciałbym w końcu uszczęśliwić mamę

Nie mogłem dać bliskim nieba na ziemi

Teraz jest nadzieja że to się zmieni

Chcę pomóc ziomalom, bo wiem że pomogą mi też kiedy przyjdzie spłacić życia kredyt

Chciałbym dać im wszystkim skrzydła, żeby polatali ze mną

I polatamy blisko słońca bo w życiu ryzyko to nasza codzienność

Mam diabła pod skórą tuż tuż

Możesz go zobaczyć sama gdy zapadnie zmrok

Słowa w ogóle nie wychodzą z ust

Ale kiedy już wychodzą to donośny głos

Mam pod sobą cienki lód, ale i tak będę dalej kusił los

Yeah non stop (wooh)


[Refren]

Byłem dzisiaj w niebie, byłem dzisiaj w piekle

Nie wiem jak wygląda Anioł, ale to nie ty

W końcu padnie cios i trafi prosto w serce

Ale proszę nie bądź zła, tak musiało być

Pe-pełne kluby, puste hasła, nie potrafię już się ryć

Choćbym tysiąc razy sprawdzał, wciąż nie mam dla Ciebie nic

Ja i pusty apartament, jedna noc i po weekendzie

Możesz to zaryzykować, ale chyba wiesz jak będzie


[Zwrotka 2]

Na te rany nie pomoże plaster, powiedz ilu ludzi zabił mindset

Całe zło, które uczyniłem, cofnąłbym je gdybym miał okazję

Nastały zmiany, zmiany, zmiany, zmiany

To przez życiorys jestem pojebany

Chciałem to kończyć, leżałem naćpany

A teraz tę ksywę wpierdalam na łamy, jest moja

To nie jest, kurwa, zabawa, bez tego diabeł miałby mnie już w szponach

Baby, ja Cię nie oceniam, gdy grzeszysz, przy mnie nie musisz się chować

Modlę się, by to naprawić, jak głaz w mojej klacie drążą twoje łzy

I co dzień próbuję zapomnieć ten moment, gdy naprawdę stałem się zły

Yeah, kupidynki, mają dość, łykają landrynki

Chłopcy stawiają drinki, żaden z nich się nie napoi

Yeah, ona fajna, wróci szybko, tak jak karma

Jeszcze do mnie nie dotarła, dobrze wie, nie jestem holy


[Refren]

Byłem dzisiaj w niebie, byłem dzisiaj w piekle

Nie wiem jak wygląda Anioł, ale to nie ty

W końcu padnie cios i trafi prosto w serce

Ale proszę nie bądź zła, tak musiało być

Pe-pełne kluby, puste hasła, nie potrafię już się ryć

Choćbym tysiąc razy sprawdzał, wciąż nie mam dla Ciebie nic

Ja i pusty apartament, jedna noc i po weekendzie

Możesz to zaryzykować, ale chyba wiesz jak będzie