Released on April 19, 2020

Thumbnail

[Zwrotka 1]

Trawą palę stresy, zostało

Nic nie uspokaja jak buch z jointa, halo

Aura się niesie, żeby mordę ucieszyć

Jestem do tego, proste ruchy jak w wieży

Nie pionki, nie konie, co skaczą w boki, olej

Bletki kręcone, sprzęt killer płonie

Nie na farmazonie, prawdziwe życie moje

Jak jestem objarany, to się sam pisze projekt

To półka w bibułkach, znikam jak pół grama

Kiedy mnie nie trzeba widzieć, trasa nie jechana

Wypalam z ziomalem co jest do spółki

Nie chcę nawet wiedzieć, jakie u was są warunki

Nic mi nie gadaj, nie słucham, twoja sprawa

Co, gdzie i po ile, przecież nawet nie jaram


[Refren]

Najpierw jeden, dwa, trzy, cztery, dwa, zero

Amnezja haze zjeżdża na rejon

Później cztery, pięć, sześć, cztery, dwa, zero

Sort z górnej półki palce wciąż mielą

Najpierw jeden, dwa, trzy, cztery, dwa, zero

Amnezja haze zjeżdża na rejon

Później cztery, pięć, sześć, cztery, dwa, zero

Sort z górnej półki palce wciąż mielą


[Zwrotka 2]

Zawijam się, znika szarość codziennego dnia

Do dilera trzeba lecieć, choćby była pandemia

Szafa gra, są zapasy, jak się jara to jest disco

Bo wszędzie mglisto, to dym z jointa prysnął

Skręcam, wypalam, piszę tekst, pora szara

Kopsam do ziomala, starczy dla nas obu na raz

Dopada jak nie ma, a trzeba mieć i tyle

Po kilogramach lepią się palce jak debile

Wilczy od państwa, bo w samarce działka

Dla nich to narkotyk, a to tylko trawka

Jointy z wiadra, peny, czy fifka

Co jak kto lubi, wax suszka z zawitka

Decyzyjni ludzie jak się łapać gdzieś trzeba

Moje drugie urodziny, dwudziesty kwietnia


[Refren]

Najpierw jeden, dwa, trzy, cztery, dwa, zero

Amnezja haze zjeżdża na rejon

Później cztery, pięć, sześć, cztery, dwa, zero

Sort z górnej półki palce wciąż mielą

Najpierw jeden, dwa, trzy, cztery, dwa, zero

Amnezja haze zjeżdża na rejon

Później cztery, pięć, sześć, cztery, dwa, zero

Sort z górnej półki palce wciąż mielą