‎traczek

By TONFA

On TRZECIA SZYNA

Released on February 22, 2024

Thumbnail

[Zwrotka 1: Cichoń]

Piszę nawet jak nie

Piszę coś komuś i gdzieś

Idę na chatę jak pies

Widzę gówno w nocy jak kot

W sumie to dobrze mi leży ten dres

W sumie nie jesteśmy już byle kto

Oby mi z pyska nie wypadł kęs

I oby ster nie wyślizgnął z rąk, ej

Piska mnie kurwa

Współczuję żonie

Wiślany bulwar

Czwarty browiec

Mea culpa

Twoje zdrowie

Gówno się w końcu nie pomieści w głowach

(Ej, ej, ej, ej, ej, ej)

Zobacz

Robię to od smarka

Nie sądziłem kiedyś że mógłbym tym gównem przeskoczyć przez parkan

Nie sądziłem kiedyś


[Zwrotka 2: Kaserola]

Że to będziе ciągła walka

Że w nowych zakamarkach

Rucham znowu traczka

Skumaj taki lifestyle

Znowu wyszłеm no bo jestem nocna marka

Nie Firma a niebieski jest migdał

A co ty żeś myślał

Nie trzymam kierownicy ale prowadzę się tak se

Nie prowadzę taksę

Nie jestem cierpem, nie będę cierpieć

Małe pożary gaszę codziennie

Czasem kuchenkę, czasami we mnie

Czasem zakręcę nawet jak nie chcę

Ale muszę się rozejrzeć przecież


[Zwrotka 3: Kierat]

Nie, nie, nie będę tak całe życie ślęczeć

Muszę zrobić sos jak przecier

Zawsze można lepiej, być człowiekiem

Nie petem

Jestem krecikiem bo kocham podziemię, ej

Jak się odkuje to wyjdę nad ziemię

Zabiłem szeryfa, nie jestem Marleyem Bobem

Ujarałem mordę

Mam na-dzie-ję na jeszcze trochę

Nie wiem kto słucha ale ściskam i pozdrawiam ciebie


[Zwrotka 4: Menda]

Popa nie mam-

Popa nie mam Glocka bo bym popadł

Błyskiem zmęczona siatkówka oka

Wyjebane w to jak w lokal

Nie dostaje za to kokard

Dostałem za plik z kompa pokarm

Bułka to rozkaz

Buła jak kompan

Cały czas ze mną jak forma

Mam na bani w chuj rzeczy, muszę otworzyć lombard

Czasem coś powiem dla hecy - Don't Starve


[Zwrotka 5: Jaran]

Zbity łokieć

Na celowniku krocie

Kminiłem gówno w pocie

Rozumiem już połowę, ej

Jakoś tak jest że jest w porządku, jakiś czas nie zbijam bąków

Za mną pierwszy rozkurw

Już wracam do początków

Narobić w chuj songów

Kłaść się czysty do snu

Tak chcę bez wyjątku, tak chcę bez wyjątku


[Zwrotka 6: Gałka]

Ej beka

Białasów boli że pracuje ciężko

TONFA, Ziomcy, wiertło

Schodzę z haju na miękko

Myślałem że będzie beton, dalej czuję że trzymam berło

Dobrego białasa etos od zawsze i po dziś dzień

Już w chuj długo w tej dziwce, raz myślałem to legło

Dobrze działa braterstwo, a sztucznego więcej nie łyknę, nie

(Ejj, ejj)

Powiedz o tym wszystkim

Chuj czy w tym roku to pyknie

Od ściany odbity jak piłki

Nie chodzi tylko o liczby, na każdej płaszczyźnie silni

Robię to, mam jedną misję, sam sobie nie chce być winny (nie)