Released on 2009

Thumbnail

[Verse 1]

Moje osiedle jest dobre, każdy chce być przy kasie

A najbliżej niej był tylko w kolejce w biedronce

Małolaty wyszły do sklepu, ale z głupim skutkiem

Bo stoją i czekają aż ktoś im kupi wódkę

Patrzę na murek dalej stoją te ćwoki

Co ich suszy w dzień, ale moczą się w nocy

Marzyli o tym, by w willi mieć pełny barek

Ale stoją przy tym murku, przepijając renty matek

Wszyscy z nich jadą na lekach jak w Albanii

Żaden nie ma szluga to na chuj każdy ma zapałki

Ile oni tych win mogą wypierdolić, powiedz

Dobrze, ze mój ojciec nie żyje, tak to bym musiał do nich podejść

Nic się tu nie zmieni, przecież to nie Stany

Boga nie ma, ale jak myślisz, ze jest, to on jebie twoje plany

I nawet jak wszędzie jestem podejrzany

To jedno jest pewne, że stąd nie chcę odejść, stary

[Hook] x2

Moje miejsce, tak tu jestem

Na granicy Mokotowa ze Służewcem

W sumie nawijam tak, ze nieważne skąd jestem

Ale warto zaznaczyć, gdzie bije moje serce

2

Typ z klatki obok biega i ma cash na czysto

Parę telefonów i hajs jest na wszystko

Mówi, ze mu schodzi siuwar ekstra szybko

I to w takim tempie, ze chyba, kurwa, zjeżdża windą

I się nie dziwię, choć się dziwią dalej

Jak gonią tym stres, to niech palą kilo za kilogramem

A policja, jak nie mają mieć tam zatargów

Skoro sąsiedzi wszystkich chcą sprzedawać jak na targu

Dzwonią na mnie na psy, przestają mówić mi dzień-dobry

Chyba dlatego, że dla takich ścierw to każdy dzień jest podły

I jak mnie wkurwi jeszcze jakiś emeryt wierz mi

To na full'a cały dzień będę lecieć te cztery wersy

Tu dobre chęci nie uchronią od konsekwencji

Zatkasz nos - nadal czujesz, oddech nędzy

Niby Europa mieszkam w Polskiej stolicy

Gdzie każdy ma sto licy, z którymi ma się rozliczyć

[Hook] x2


[Verse 3]

Chuja da tu pocieszanie tym faktem

Że strzały padają tu rzadziej niż grad, ej

Może to nie aż taki trudny byt

Ale mogą sprzedać ci kosę, nawet jak jesteś pusty w ryj

Zawsze się znajdzie jakiś skurwysyn

A jak nie on to znowu te kurwy psy

Każdy zaczyna od zera, początkiem jest zero

No to naprawdę musi być chujowo, skoro nie starcza do pierwszego

Niektórzy się wybiją jak Małysz, ale czy warto

Skoro po dwustu paru metrach tak czy siak spadną?

Pieprzyć ich cele, idee, rap, życie

Hajs się pali w rękach, a nikt nie jest X-men'em, Gambitem

Każdy ma swój interes i teren ma życie

Swoje intencje, i szczere, i lewe zabite

Kilka swoich wyrzeczeń, przyrzeczeń zna picie

I chcę zbyt wiele wyniesień i nie jebię was w pytę

[Hook] x2