Released on January 1, 2009

Thumbnail

[Ref]

Miałeś kiedyś tak, że czułeś bezsilność?

Gdy chciałeś iść tam, a szedłeś w stronę przeciwną

Życie to wyścig, w którym każdy gra nieczysto

A więc trzeba zrobić wszystko, żeby nie dać się prześcignąć


[Verse 1]

Kwadrans po drugiej on idzie sam chodnikiem

Bezimienny, DJ BezKsywy to jego autorytet

Przed chwilą spalił torbę na 4 gdzieś na klatce

Na twarzy uśmiech bo jeszcze wbicie jest na zaśke

Jest od swojego bloku dosłownie o chwile

Wbije w faje ostatnie wbicie a potem ją zbije

Wkłada rękę pod majtki jak Al Bundy

Ale zamiast w gacie skitrał to do kondomiarki

Nagle przed twarzą patrol nie ma jak ich zwieść

Na bank to mu znajdą jak go zaczną czesać jak fryzjer

Usłyszał tylko dokumenty był wszystkiego pewien

I bez namysłu uskutecznił zrywkę za siebie

Wyrzucił w biegu to co miał przy sobie

Ale THC w pluchach dało znać o sobie

Padł czysty na glebę myśląc: kurwa super

Ale odczuwał dumę jak Wilku mówiąc chuj wam w dupe


[Ref]


[Verse 2]

Miał tubę na opał bo torbę spruł z niej

Cała wbita stracona i wróci trochę później

Obliczył, że ze cztery dobre zipy stracone

Myślał by inaczej, gdyby znał koniec

Parę godzin zeznań nie wiadomo o co kaman

Nagle przychodzą, zabrać go do rozpoznania

Staje przy ścianie jakby mieli go rozstrzelać

Liczy na wiatr co wpadnie i porozwiewa podejrzenia

Czeka o szóstej musi wyjść ze swym amstafem

Nie wie która jest godzina ale na bank już jest nad ranem

Zaraz do domu czeka na zdjęciówki i kasę

Ale przyszli z kopertą po sznurówki i pasek

"Co małolat, taki kurwa byłeś mocny?

Rozpoznała cie ta najebana baba, której rozjebałeś szybę w nocnym"

Za parę miesięcy pewnie mu odwieszą rozbój

Który mu przybili jak znaleźli waloną komórkę przy jego ziomku


[Ref]