9 żyć

By Toczek

Released on June 13, 2021

Thumbnail

[intro]

Nie było nas tu milion lat tu

To ludzie ludziom milion lat znów


[zwrotka]

Mam 9 żyć, jestem grubym kotem

Ziomek, idę po 6 cyfr tak jak duży lotek

Toczek, na głośniku buja całym blokiem

A po cichaczu podkochuje się w Jennifer Lopez

Zróbmy to na co masz ochotę

Zgrabna, czarna, wpada na kwadrat, siada na sofę

Zrobię Ci herbatkę tak wypierdoloną kotek

Że nie będziesz potem już należała do cnotek

Okej, tak to ja jestem Harry Potter

Choć z rudym się nie bujam i nie kolekcjonuję mioteł

Agent specjalny od pisania zwrotek

Ale nie zdasz celująco, bo nie pożyczam notek

Wbij się w fotel, z ziomkiem opal lopę

Nie wpadaj w paranoję kiedy serce wali młotem

Zamów sobię placek i blancika zapij sokiem

Sąsiedzi dobrze wiedzą czyje rapsy lecą z okien

No a potem? Nie pytaj co potem

Skończyła się pandemia, więc lecimy do Saint-Tropez

Mam wypierdolone a kiedyś stałem z mopem

Bitcoiny wypłacone, w środę robię se sobotę

Jestem buntownikiem, jak kiedyś kupię hotel

To dla zgrywy na ogródku se zamieszkam pod namiotem

Chciałeś być królem, lecz wpada tu Joker

Zadowolony jakby przed nawias stawiał dwukropek

Jarasz się mną? Nie jestem topką tylko topem

Nawijałem chłopek nim posypał mi się koper

Jedni są od wystawiania, inni od puszczania oczek

Przechodzę do lądowania, najwyższą wystawiaj notę

Moje myśli są złote, lecz pamiętaj, że nie wszystko zloto co migoce

Piszę do bitu ostro, jakbym łapał za kosę

Nigdy nie brałem kredytu, bo sam wolę robić procent

Techniczny rap, ja wiem, że nie jest w modzie

Lecz wiem, że będzie ogień, choć serce skute lodem

U mnie hiphop raczej nie zamieni się w robę

Rap robił się pedalski zaraz zamieni się w rower

Gdy kończyłeś szkołę, ja wracałem z bitwy freestylowej

Nie ma się czym chwalić, lecz taką obrałem drogę

Się zdarzały niewypały, przypały hardkorowe

Ale, nie ma się co żalić, zakładam kaptur i wychodzę

Zwrotki się tarzają po podłodze

Mówisz, że jestem słodki bo to na uszy jest miodem

Rozkmiń, do sławy mi jakoś nie po drodze

Wnioski, maraton przechodzę na jednej nodze

Mogę lecieć tak na całe dnie i noce

Super moce mam, więc jeszcze coś zamocę

Nowe sztosy niosę wam, nie ma kręcenia nosem

Polski rap jak kebab przecieka od chwalenia się sosem

Siedzę w dresie, mam fanaberie w nosie

A wieść się niesie przez peryferie osiek

Płyty hity, pewnie jeszcze jebnę z osiem

Tak rozbujam świnie, że na rynek przywrócą Dosię

Bym się bujał w te starosie, gdyby na rapie znano sie

Bujam dżunglą, głową, nie kiwają tylko łosie

W tym momencie kończę z tym

Chociaż pięknie niosę styl

Ty w komencie został rym

Którego nie rzuciłem, proszę

Albo kocie, mów mi Bossie

Kiedy niosę style jak panoszę się przez czasu osie

Rozgrzewam publikę, jakbym wódkę miał w termosie

Pozdrawiam całą klikę co w robocie albo w sztosie

Tyle liter z bitem ich dobytek cały skoszę

Czy nierówno po sufitem mam nabite?


[outro]

Kurwa, dobrze, że się nie oplułem

I nie oplułem was przed ekranem

Bo musicie mieć parasole

Pa-parasole, o, ja pierdole

Jaś fasole

Pozdro, Lucky Losers

Ludzie ludziom, Jacek Bałchan

Marcin Toczek

To jest kurwa hiphop