Determinacja

By Theodor

On Pierwsze Demo

Released on April 19, 2015

Thumbnail

[Zwrotka 1]

Mam tylko scenę, jeden majk, przepity wokal

I problemów przez to dość, żeby już tego nie kochać

Ale determinacja a nie żal płonie w oczach

Los trzymam wciąż w dłoniach, wierzę w nie, a nie w boga

Jestem gościem spod klatek, z ławek, kradzieży w sklepach

Osiedla wpływały na mnie, po latach gram rap na rewanż

Jestem gościem z klubów, wywiadów, czy skąd tam znasz mnie

Bo nie miałem na zbyciu życia, by je topić w miejskim bagnie

Nie wierzę w siły wyższe, los, rękę pana;

Wierzę w decyzje, by coś zmieniać lub ich brak, by się użalać

Ja podjąłem kilka cięższych, wierz mi, od pierwszych tekstów

Zajęło mi przeszło 10 lat, by być w tym miejscu

Wciąż w chuj przeszkód i wciąż nie szukam wymówek

W drodze na szczyt nie dziwi mnie, że wszystko jest pod górę

Przynajmniej wiem, że to wciąż dobry kierunek

Jestem upartym skurwielem, rozumiesz? Będzie jak chcę!

[Refren] x2

Nieważne, ile trudu przyjdzie mi nieść (brat)

Wiem, że któregoś dnia się ziści ten sen (ja)

Odejdę w zwykły dzień spokojnie, bez łez (wam)

Zostawię upór, byś i Ty mógł żyć jak chcesz (jeszcze raz)


[Zwrotka 2]

Drażni mnie pieprzenie, że coś silniejsze od Ciebie

Nie daje Ci wziąć się za siebie czy spełnić marzenie, i

Czasem sam siedzę, nie mając siły iść dalej

Ale mogę coś z tym zrobić lub robić z siebie ofiarę

Wstaję. Ty w co masz wiarę, brat? Ja w końcu w siebie

Choć od dziecka czułem strach choćby i przed własnym cieniem

Doświadczenie nauczyło mnie, jak nie ulegać

I działać mimo strachu, skoro nie umiem się nie bać

Nie mam pretensji do świata, że nic mi nie dał

O marzenie trzeba walczyć, nie czekać, aż spadną z nieba

Miałem nielekki start, bez perspektyw czy znajomości

Ale upór to więcej niż talent, gdy wokół przeciwności

Gdybyś mógł poczuć to za każdym razem jak ja

Gdy Pezet, Mes czy Sokół wchodzą na scenę grać rap -

Jak milion skrzydeł w klatce, nie trzeba być hazardzistą

By przysiąknąć uczuciem, co każe Ci stawiać wszystko

[Refren] x2


[Zwrotka 3]

Zaczynam od gościa w lustrze, ustalam z nim zmiany planów

Porażki biorę na siebie, nie dam tej satysfakcji światu

Wszyscy się boją, gdy patrzą na dni przed sobą:

Jedni, że w ogle nie zaczną żyć, inni, że umrą młodo

Jak starcza Ci klęczeć, to proszę - żyj wiecznie

Ja chcę żyć po swojemu albo odejść przedwcześnie

Bliscy by chcieli, bym wybierał bezpiecznie

Ale statki nie powstają, by stać w portach, bezsprzecznie

Nie mówię o wieżowcach już... brak im wiary

Im - dla mnie niemożliwe wciąż nic nie znaczy (nic)

Wciąż jednak to słowo jest ukochane przez masy

Powtarzają je jak mantrę zamiast wziąć się do pracy

Ja odrzucam zazdrość i płytką spektakularność

Robię swoje w cieniu tych, co szybko wschodzą, szybko gasną

Z determinacją, którą mam, wyżłobiłbym wielki kanion

Jak czegoś pragniesz, podnieś dłoń, powtórz za mną...

[Refren] x2

Tekst i adnotacje na Rap Genius Polska