Released on October 8, 2018

Thumbnail

[Zwrotka 1]

Jadę na Służew metrem

Może kiedyś odważę się na więcej

Póki co okupuje przy drzwiach miejsce

Patrząc w podłogę się wzrokiem jak w bezkres

Uśmiechnięty spokojny, nie szukam iskry do rozpętania wojny

Zaczepka, pretekst do obicia mordy

Na głowie mam kaptur, na blokach wiszą bomby

Szybkim krokiem wysiadam stację wcześniej

Nie chcę spotkać [?] jak miasto we śnie

Słuchawki w uszach i zarzucam na pętlę

Powinnaś?, Granice, Spacer, Więcej

Zimna jesienna noc, uszło ciepło

Książę czeka, jak wróci to nieprędko

Słoneczne lato którego nie kupisz pengą

Czerwone światło zatrzymuje mnie przed jezdnią

[Refren] (x2)

Musiałem z domu wyjść na spacer

W głowie ułożyć setki myśli

Spojrzeć na problem inaczej

Nie dać koszmarom się ziścić


[Zwrotka 2]

Idę Poniatowskim z buta

Wracam na Saską gdzie zgrana moja grupa

Gdzie strzelam bramki, trenuję dwutakt

Jointów nie palę, ale mam dobrego [?]

Nie pije wódki ale wiesz taka branża

Gram koncerty nie na stypach a melanżach

Czasami trzeba i Mateusz święta racja

Poznasz człowieka jak na stół poleci flaszka

Bonus dorósł, teraz ja wkurwiony dzieciak

Skopany przez świat nie mam zamiaru krzyczeć

Ciągle do przodu choć na starych śmieciach

Ciągle do przodu żeby lepsze było życie

Pod blokiem siadam zmęczony marszem

Rzucam kamieniem burząc jeziora tafle

Patrzę w niebo ciekawe czy ją znajdę

Gwiazdę, chcę zobaczyć zanim zasnę

[Refren] (x3)

Musiałem z domu wyjść na spacer

W głowie ułożyć setki myśli

Spojrzeć na problem inaczej

Nie dać koszmarom się ziścić