Released on October 27, 2013

Thumbnail

Był kiedyś koleś z brodą jak Chrystus

Leżał na obłoku i marzył o stworzeniu czegoś w stylu Simsów

Coś z potencjałem cyrku nie jak Monty Pyton ale humor ten sam

Miał wizję więc zaczął realizować plan

Klasnął w dłonie nagły błysk światła zniewolił ciemność, taki

Poniedziałkowy start jedynie wzniecił na cuda pazerność

We wtorek coś na kształt piachu zrzucił z nieba, powstały lądy a

On stwierdził "więcej lądu tu nie trzeba"

W środę rano usłyszał ziemię jęczącą z pragnienia, więc

Splunął w dół kilka razy i tak powstał niejeden ocean

Nadszedł czwartek wg planu to dzień roślin więc siał, ale

Aż do wieczora nic nie wyrosło więc się rozpłakał

Dzięki temu pierwszą porcję deszczu połknęła gleba

Potem dobił targu ze słońcem i tak wyrosły pierwsze drzewa

A w piątek widok flory już zaparł mu dech

Więc zaczął wymyślać zwierzęta w tym dniu z pozostałych trzech

W sobotę cieszył się swym dziełem ale czegoś mu brakowało

Ostatnim punktem miało być coś, co by je podsumowało

Twórca nie mógł dłużej trzymać najśmielszej wizji w kagańcu

Na swój obraz postanowił stworzyć miliardy mieszkańców

6 dni budował park rozrywki w stylu sims

Dał simom wolną wolę a duszą mają zapłacić mu czynsz

Żaden nie wie po co powstał i co będzie dalej

Z diamentem nad głową rozwijają się stale

Po tym jak sześć dni budowy zniszczyło go doszczętnie

Postanowił że od siódmego dnia zacznie bawić się w najlepsze

W niedzielę trochę zgłodniał a że miał apetyt na jajecznicę

To Ejafjatlajokutl wydał się najlepszym palnikiem

Po śniadaniu chwila dla obiektywu w ruch poszedł Nikon

Uzbrojony w makro prosto z chmur robił zdjęcia simom

Kiedyś zebrał kilka kamieni bo chciał puszczać kaczki z rana

Szło mu dość niezgrabnie pierwszy kamień na dnie a po nim wyrosła wielka fala

W kolejny czwartek ustawił walkę wiatru wschodniego z zachodnim

Doszło do klinczu ale nie myślał wtedy o konsekwencjach pod nim

Znużony walką zszedł na ziemię by obejrzeć z bliska swe dzieło

Ujrzał miliony simów i aut wziął pada i szepnął "carmageddon"

W piątek zaczął małą rearanżację parku, obruszał lekko ziemię

Ale nie starczyło mu już sił by przenieść któryś z kawałków

W końcu zmęczony usiadł na skraju chmury z lunetą

Ujrzał miliony oczu patrzących w górę pytających dlaczego

Ej cofnijmy się do tej feralnej niedzieli, opowiem jak naprawdę było...

Niedziela przy śniadaniu włączam kineskop rano

Z każdego kanału uśmiechem z lawy wita mnie wybuch wulkanu

Potem chwila dla relaksu z werandy patrzę w ciemne niebo

Mruga błyskawicami jakby do pozowania zachęcało każdego

Kiedyś gdy znów pilot całował mnie w rekę, widziałem jak

Tsunami na ulicach japonii tańczy kabuki namiętnie

Czwartek reportaż o Tonym który poszedł puszczać latawiec, ale

Pech chciał że tornado miało ten sam plan tyle że Tony został latawcem

Wciąż rosną statystyki wypadków wiesz dlaczego?

Wg mnie brak wyobraźni i procent funduje tu rekordy w Carmageddon

Ziemia jest już zmęczona a ktoś sili się na jej rearanżację

Pochłania domy z rodzinami za karę czy ma dziecinnego winowajcę?

Który zapomniał o nas bawiąc się w najlepsze i przepadł

A szatan ciągle pamięta wygrywa na dusze przetarg

Ej! czasem patrzę w górę i zastanawiam się czy istniejesz

Nawet jeśli to tylko patrzysz na ten cyrk i się śmiejesz

6 dni budował park rozrywki w stylu Sims

Dał nam wolną wolę a duszą mamy zapłacić mu czynsz

I nie wiem czy to ma tylko tak wyglądać ale

Od 7 dnia bawisz się jak nigdy albo komuś ten świat odsprzedałeś

Komuś ten świat odsprzedałeś, nasz świat odsprzedałeś

Albo się bawisz, najstarsze dziecko z brodą... ej ile masz lat?