Dziedzic

By Stygmat

On Gangrena

Released on April 15, 2013

Thumbnail

[Zwrotka 1: Młody GOH]

Hardcore rap to religia, mająca dziś w Polsce garstkę wyznawców

W talii nie ma samozwańczych asów

A gwiazdy są ciemne oraz bezimienne

Ale jak to ma zrozumieć pokolenie chowane na mainstreamie?

Dziedziczące sztuczne brzmienie

Grane grzecznie pod publikę, otwórz rap historii kronikę

Kiedyś ten gatunek był bardziej skomplikowany

Dziś łase barany na many, wywołują chałtury zabieg medialny

By polizać barwnik chaotycznej sławy

Po czym ustąpić sezonowcom bardziej popularnym

STOP! Jestem po drugiej stronie frakcji barykady

Dziedzictwem poetyckim tajemniczo owiany

Nie mogę patrzeć na nachalne, mamiące reklamy

I ustrój, w którym nie rządzi mądrość, tylko szydercze układy


[Zwrotka 2: Kozim]

Dotąd minęły wieki, odkąd to Horacy

Zbudował słowem pomnik od spiżu trwalszy

Wierząc, że nieśmiertelność da mu tym samym

Po dziś dzień w wersach ukryte żyją jego prawdy

Każde z pokoleń jest kontynuatorem

Tworzy historię pisząc o swym losie

Czas niesie zmiany? Czy to my świat zmieniamy?

Kreując go oczami marzeń, by mógł być wspanialszy!

Tak my jak ci przed nami dbamy o kunszt

Znając wartość słów zawartą na osi czasu

Pieprzyć populizm czasów mej egzystencji

Wszystkich minimalistów bez perspektyw szerszych!

Stajemy naprzeciw niosącym zubożałe treści

Niczym trzech wieszczy w walce o autentyk

Niech te wersy staną się źródłem wiedzy dla następnych

Podpisano: dziedzic, wiek dwudziesty pierwszy!


[Refren: Sifu]

Jestem dziedzicem, eklektycznym tworem

Na dobre i na gorsze, gdy dziejowe zboże

Od porannych kaw aż do umierania dnia

Faluje nam łanem, sieje potomstwo traw


[Zwrotka 3: Młody GOH]

Pióro parzy ręce, a książka oślepia oczy

Zagubionego narodu, cień pada na pamięć mordu

Naszej inteligencji za czasów rozbiorów

Pomyśl, mściwy i zazdrosny Polaku

Że byłbyś teraz niewolnikiem bez dziedzictwa braku

Sługusem na zachodnim deptaku

Gdzie ze strachu, w popłochu nerwica zjada skrawkami rozum

Muzeum dziedzictwa wtedy niczym piąte koło u wozu

Powracają dusze zdrajców

Dopływając do brzegu na zbudowanym z kości rodaków statku

A my, poeci, w tanich łachach

Naprzeciw odziedziczonej głupocie zagubionych martwych istnień..


[Zwrotka 4: Grem]

Nie o nocnych baletach czy operach pod oknami tu mowa

Ni o tym, że któryś raper znów coś zmalował

Nie jeden dziś uważa to za przełom, jełop

Jeśli chcą Ci to wcisnąć jako dzieło, przełącz!

Ponoć rap jako gatunek jest nic nie wart

Zajmują się nim Ci, którzy nie potrafią śpiewać

Cóż… Po części tak jest, zaiste

Więc nie uważam się za rapera, tylko artystę

Bo nie myślę o raperach jak o moich poprzednikach

Uważam za nich tych, o których czytasz w podręcznikach

Mam wzorzec, tworzę, pamiętam o pokorze

Nie dam się dumie unieść, zbyt głęboko sięga mój korzeń!

Jeśli wam styka pozłacane, papierowe poroże

Chcecie szampan, cycate groupies i VIP-owską lożę

Nie liczcie na dojrzałych słuchaczy, ukłon

Róbta co chceta, tylko nie zwijta chłamu sztuką!


[Refren: Sifu]