Released on August 14, 2018

Thumbnail

[Refren]

Gdy nie mogę zasnąć nadstawiam słuch, naśladuje twój oddech

Zamarło miasto, czuje twój ruch, lepiej mi gdy jesteś obok mnie

Dzień zmęczył jak cardio, chodź to tylko trud

Pozwól, że chwilę odpocznę

Mam ten moment na własność i wtulam się w puch

A ty zabierasz mi kołdrę


[Zwrotka 1]

Dziś nie zrobiłaś mi śniadania

Gdy szedłem do łazienki, to potknąłem się o twoją torbę

I co, to podstęp, czy ty kurwa masz ten borderline

Stoję tu jak what the fuck, a moja twarz jak Walter White

Wchodziliśmy sobie w krew, pływaliśmy w żyłach

Żeby teraz tak się rozejść jak viral

I teraz znowu z kim innym

Trzeba będzie pogadać o niczym

Trzeba będzie pomilczeć o wszystkim

Dzisiaj nie chcę się widzieć z ekipą

Siedzę sam ze swoją pychą

I popijam zimną colę z łychą

Najbardziej bolą zawsze ciosy znikąd


[Refren]

Gdy nie mogę zasnąć nadstawiam słuch, naśladuje twój oddech

Zamarło miasto, czuje twój ruch, lepiej mi gdy jesteś obok mnie

Dzień zmęczył jak cardio, chodź to tylko trud

Pozwól, że chwilę odpocznę

Mam ten moment na własność i wtulam się w puch

A ty zabierasz mi kołdrę


[Zwrotka 2]

Dziś nie waliłaś naczyniami

(?) przez krwionośne wali krew

Bo dziś się budzę tutaj sam, i

Spotykam cię w tej apce, z której znamy się, hej

Już się zamieniłaś w generator double-tapów

Ze Spoti leci mi Mike Posner, już nie trawię trapów

Wracam na rynek wtórny, chodź mnie nie bawi to

Trochę przekręce licznik i wyszpachluje bok

Przed nami długie dni, długie tak jak kolejka do nieba

Może się nawet spotkamy gdzieś w tej kolejce do nieba

Złapiemy kątem oka jak fisza

I powiesimy parę szczerych słów na końcu języka