Released on September 20, 2019

Thumbnail

[Zwrotka]

Może zaraz spadnie na mnie bomba

Tu nic nigdy nie jest w banku, to nie Marek Konrad

Słucham, co piszczy w duszy od lat

Nie wiem, co pisze duży format

Będziesz bezpieczny jak się zmienisz w duży odblask

Nie wyróżniaj się za mocno, albo idź w poboczach

Musisz być inny i taki sam, żeby zdobyć poklask

Balansuj, balansuj w swych krokach!

Wbiłem na backstage, jebie zgnilizną

Toksyczna przeszłość wysącza się starą blizną

Jakoś nad tym przejdę, lecz kałuża ciągle rośnie

Czasem to przysypie piachem, to jest chociaż chwilę prościej

Wszędzie jebie szlugami i jest zapchane ludźmi

Biorę oddech i czuję, że się zassaje w próżni

Trąca mnie jakaś postać, mówi, żebym poszedł za nią

Biorę ją za rękę i idziemy, co by się nie działo

Przez piekło i chore rozkosze

A w reżyserii Gaspar Noé

Ona znika gdzieś za rogiem, a ja wracam tam

Kolega alkoholik wali browar sam na raz

Euforia, zawiść, seks, zdrada w mojej kacie dań

Haha, haha!

Cały mój anturaż

Zamawiam wszystko i wychodzę bez płacenia

Lecą wszystkie oczy na mnie

Piękna scena


[Outro]

Właśnie pękło mi naczyńko w oku

Akurat patrzyłem, co tam u wrogów

Bił z tego ten niepokojący spokój

Tak jej zjadłem gigabajt z hotspotu

Tak nam minęła już druga karafka

Z stolika obok wypadła notatka

Więc ją wbijam szybko w Evernote

Jesteś moja nie uciekniesz stąd

Mamy wszystko przegadane, tak mi się wydaje

A jednak masz czym zaskakiwać dalej

Ciekawe co u Ciebie na ekranie

Jak zapytam i tak trochę skłamiesz

Byłem twoim rapującym kumplem

Jesteś moim brakującym puzzlem

Ślepym trafem, znalezionym w pustce

Albo nie

Rozpaliliśmy ten ogień natarcia

Zbudowaliśmy fortecę na kłamstwach

To jak Blackjack na liczonych kartach

Ale nic nie ma na kamerach, nasz fart

Bliskość przy bólu łączy, nie każmy sobie kłamać

Pozwólmy, by być sobą

Dajmy kawałek świata, haha!

I tak wszyscy skończymy na (?)

Już nie bądź taka zimna, płynę jak lodołamacz