Released on September 20, 2019

5K Views

Thumbnail

[Zwrotka 1]

Trzymam ołówek jak dłuto, dłuto

I niezdarnie kreślę domek

Koślawe ściany, dach, drzwi, okno, komin

Obok drzewo, dwoje ludzi i splecione dłonie

Jeszcze nie wiem o co chodzi w tym

Ale pokazali co i jak i kreślę

Jak na moje - żaden wielki styl

Ale się cieszą jakbym to nie ja był dzieckiem

Chwilę później dla nich to już nic nie znaczy

I dużo ciężej pracuje się na uśmiech

W świat wypychają mnie bez ochraniaczy

Co najwyżej opatrzą mi rany później

Dziś wiem czego chcą ode mnie

Nigdy wprost, lecz podpytują kiedy

Informacje te kumulują skrzętnie

Podobno mam do spłacenia kredyt


[Refren]

Widzę w twojej twarzy dom, dom, dom

Czy to nie przywidzenia?

Widzę w twojej twarzy dom, dom, dom

To nie do przewidzenia

Widzę w twojej twarzy dom, dom, dom

Widzę w twojej twarzy dom, dom, dom

Ding, dong


[Zwrotka 2]

Trzymam ołówek jak dłuto, dłuto

I niezdarnie kreślę domek

Koślawe ściany, dach, drzwi, okno, komin

Obok drzewo, dwoje ludzi i splecione dłonie

Dziś nie rysuję dużo lepiej

Lecz pokuszę się by dorysować detal

Może małą porcję spaghetti na głowie

I kąciki ust dam w górę, wolę kiedy się uśmiechasz, hej

Co jeśli dorysuję chmurę? I pomaluję ją na czarno

Słońce wygumkuje, niebo ozdobię piorunem

A dom zmienię na mieszkanko

W nim trzeci pokój będzie tylko czasami

I to będzie wymagało mnóstwo pracy

Co jeśli znudzi nam się to, że tu siedzimy sami?

A się komuś złamie grafit


[Refren]

Widzę w twojej twarzy dom, dom, dom

Czy to nie przywidzenia?

Widzę w twojej twarzy dom, dom, dom

To nie do przewidzenia

Widzę w twojej twarzy dom, dom, dom

Widzę w twojej twarzy dom, dom, dom

Ding, dong


[Zwrotka 3]

Uznajmy nawet, że znajdziemy temperówkę

I usiądziemy do kartki na nowo tworzyć

Szczerze się boję tego, co nadejdzie wkrótce

Czy to na pewno jest spoko pomysł?

Zastanów się zanim przyciśniesz główkę

Od tego nie ma już odwrotu

Od teraz wszystko już będzie podwójnie trudne

Żadnych wesołych piątków i ciężkich sobót

Żadnych nocy poza domem i wyjazdów ot tak

Do tego żadnych spontanicznych wyjść

Będę zły gdy będę musiał rezygnować z bodźca, bodźca

Choć mówią, że mi przejdzie gdy

Weźmie ołówek jak dłuto, dłuto

I niezdarnie skreśli domek

Koślawe ściany, dach, drzwi, okno, komin

Obok drzewo, dwoje ludzi i splecione dłonie


[Refren: Almira Szachowicz]

Widzę w twojej twarzy dom, dom, dom

Widzę w twojej twarzy dom, dom, dom

Widzę w twojej twarzy dom, dom, dom

Ding dong