Released on February 15, 2019

32K Views

Thumbnail

[Zwrotka 1]

Życie daje i bierze jak chce, to random

Gwiazdki tu miałem jak kurwa Michelin, bo warto

Próbować, wariat, menu degustacyjne

Każdy wariant, Jezus Maria, imprezy jak w filmie

I byłem na dnie, a mistrzem pływania nie jestem, mówię uczciwie

I liczę do trzech i działam na raz, bo szczęście nie jest cierpliwe

Każdy czasami ma lipę, muruj chałapę, zarób tapetę

Narzekasz ciszej, chwalić się też ci nie radzę, ochłoń, walnij se setę

Możesz się spinać w sztywny paraliż, sadzić, trafić kota na mieście

Niejeden ulic pogromca od zwykłych szczawi wyłapał kopa w cegielnie

Jak mam koleżków, co będą do końca, to mogą mieć dychę w bicepsie

Jestem hybrydą mroku i słońca, to równocześnie fart i nieszczęście


[Refren]

Biznes, życie, street, mówię wam

Nikt ci, kurwa, nie da jak nie weźmiesz sobie sam

Przejdę do historii jako ten, kto zaliczył

Wszystkie plansze gry od zera, od ulicy


[Zwrotka 2]

Nic nie musiałem dostawać, wszystko zabrało mi życie, kleisz?

Była solidna zabawa, trwało sekundę, wyszedłem sobie z podziemi

Chuj mnie obchodzą ekipy, które nie mają szacunku do mojej historii

Wyszedłem z ogromnej lipy, spałem na klatkach, weź se to kurwa przypomnij

Nie powąchałem tu hajsu po dziadkach, po śmierci ojca, nawet zegarka

Nie trzeba mi 500+ wsadzać do garnka, wszystko co miałem to kartka

Wrzuciłem luz, teraz z rozpędu nie zwalniam, odpalę silnik na maksa

Wydany hajs liczę w bańkach, nie mam gotówki, nie mam nic w bankach

Nie dygaj mam tu, przepis na strumień, co płynie jak petrodolary

W mózgu jak w banku, najlepszy sejf - on nigdy nie został złamany

Cały mój sekret to ja, moje zasady, sposób jak tu wychowany

Gdzie co widziałem i byłem widziany i ludzie, co nie dali plamy

Nie ma tu dwóch takich samych, każdy wybiera, nie zwalam na innych nigdy

Robiłem kretyńskie rzeczy pijany nieraz, starałem nie robić krzywdy

Byłem naiwny, dostałem wpierdol od życia, tylko mnie to umocniło

Goiłem blizny, wstawałem szybko z chodnika, zawsze byłem hybrydą


[Refren]

Biznes, życie, street, mówię wam

Nikt ci, kurwa, nie da jak nie weźmiesz sobie sam

Przejdę do historii jako ten, kto zaliczył

Wszystkie plansze gry od zera, od ulicy


[Zwrotka 3]

Wyniosłem z życia jak łamać bariery, z podwórka wiedzę jak się uchować

Wyniosłem z domu nieliche maniery, wyniosłem się by sam się wychować

I powynosiłbym pewnie kamery, gdyby mnie ktoś kiedykolwiek pilnował

Mógłbym urodzić się znowu i wtedy wyniósłbym znowu to wszystko od nowa

I telewizor na karnych w finale, na Lidze Mistrzów i byś się nie ściął

Jak obstawiłeś orzełka, przegrałeś, mam monetę z podwójną reszką

Zresztą, wam było ciężko? (Kurwa, jak ciężko?)

Przestań skomleć, masz przecież wszystko, czego tu potrzeba koleżko, żeby tu tworzyć historię

Ciągle słyszę, ile ludzie pierdolą na mój temat plotek

Szanuję ślinę, nie będę tu robić afery o koper

Zwykłe życie, tu stajesz w konkursie na składanie ofert

Ja mam cynę, od pani, co wcześniej zajrzała do kopert

Dam się odegrać, rzuć jakąś liczbę (eee, siedem)

Osiem - wygrałem

Masz to na farta, zaceruj krzywdę, załataj biedę, może da radę

Jestem hybrydą artysty i marginesu, ulic i arystokracji

Wszędzie spokojnie, bez stresu, wyślę ci mordo pocztówkę z wakacji


[Refren]

Biznes, życie, street, mówię wam

Nikt ci, kurwa, nie da jak nie weźmiesz sobie sam

Przejdę do historii jako ten, kto zaliczył

Wszystkie plansze gry od zera, od ulicy