Released on July 7, 1997

Thumbnail

[Zwrotka 1: Peja]

Nie cieszą mnie już zasrane promienie słońca

Od czasu gdy śmierć zabrała mego ojca

Matka też umarła jeszcze wcześniej niż on

Całe moje życie to jebane wielki dno

Teraz jestem sam, na takie życie sram

Nie czas na gówna, nie pierdol że coś kumasz

Nie oszczędzam zdrowia, nie unikam nałogów

Przez następne przekręty przysparzam sobie wrogów

Życie, ha ha, to pieprzony banał

Całą moją kasę szybko przepierdalam w kanał

Całonocne libacje kupa alkoholi

W taki właśnie sposób wykańczam się powoli

Bo kpie sobie z życia i śmieje się ze śmierci

Dalsza egzystencja naprawdę już mnie męczy


[Refren: Peja]

Wasze życie niepodobne do mojego

Ja opowiem wam o swoim nie pytajcie dlaczego

Człowieczy los jest zwyczajny


[Zwrotka 2: Peja]

Trudny dzieciak

Pierdolony zwyrodnieniec

Na wszystkich się odgrywam

Musicie o tym wiedzieć

Nie jest mi łatwo

I nigdy mi nie było

Nie miałem sielanki

Nie raz się ze złości wyło

Lecz nigdy nie uciekłem od zasranych problemów

Było ich dużo pozbyłem się wielu

Moje życie to stek nieporozumień

Dużo pomyłek nieudanych posunięć

Niedomówienia łzy znaki zapytania

Kłótnie w rodzinie konflikty od rana

Szkoła mnie nie chciała, nie tolerowała

A moja dziewczyna, ta dziwka, się puszczała

Wszystko mnie obciąża nie daje zapomnieć

Nie pomaga tu alkohol nie umie wymazać wspomnień

Żal i smutek starczyłby dla bardzo wielu

Nie ściemniam nie przesadzam pierdolony przyjacielu

Ludzkie słabości to nie temat na piosenkę

Na takie gówno mógłbym ściemniać panienkę

Samobójstwo melancholia stan emocjonalny

Żyję na krawędzi ten ciężar jest ogromny

Modlę się nieraz do Tego na górze

By we wzburzeniu nie wyskoczyć

Z okna na podwórze

Może w innym wymiarze

Życie pokaże

Teraz zasuwam dalej tak jak umysł mi każe


[Refren: Peja x2]

Wasze życie niepodobne do mojego

Ja opowiem wam o swoim nie pytajcie dlaczego

Człowieczy los jest zwyczajny


[Zwrotka 3: Peja]

Samotność rozterki nieopisana pustka

Zbyt długo już doskwiera znów otwieram usta

Jestem sam w tym bardzo dużym domu

Wsłuchuję się w tą ciszę i nie mówię nikomu

Że może mi źle że coś się ze mną dzieje

Zresztą od dawna nie mogę się porozumieć z przyjacielem

Muzyka jest jak pancerz czyni mnie twardym

Nie daje nic zapomnieć jestem bardzo uparty

Nikt mnie dobrze nie zna chyba tylko ja sam

Nie będę się rozczulał ja i tak na to sram

Nie mam zamiaru żalić się ulepszać świata

Chcę tylko miłości mej kobiety i brata

Rodzina harmonia podstawowe więzy

Bardzo dawno to straciłem

Myślę o tym bez przerwy

Drzwi się otwierają ja nie chcę uciekać

Nie będę się bronił prosił nie chcę też czekać

Na to co wkrótce w moim życiu się wydarzy

Do końca tego nie wiem czy się odważę

Żyć w tak młodym wieku jest tak samo jak umierać

Sam nie wiem co wybrać może jeszcze poczekać


[Refren: Peja]

Wasze życie niepodobne do mojego

Ja opowiem wam o swoim nie pytajcie dlaczego

Człowieczy los jest zwyczajny