Released on March 7, 1999

Thumbnail

[Zwrotka: Peja]

Bo ja zawsze tutaj będę, na nic twoje groźby w słowach

Frajerów pierdolę jak monitoring na stadionach

Więc uwaga na łobuza, łobuz może nabić guza

Sam problemów nie szukam, lecz zbastować trudna sztuka

Tak jak moja liryka wciąż brudna jest taktyka

Ale nigdy z partyzanta, wolę twarzą w twarz mieć farta

Mogę wygrać lub przegrać, psycha rozjebana, zdarta

Działek ci to powie, kłótnia kłótnią, darcie mordy

W samych tylko żartach jestem trudny, niewygodny

Dlaczego taki jestem? A jaki mam być?

Nikt mi nie pokazał, jak przez życie mam iść

Sam sobie radź! (Nosz kurwa mać!)

Osadzony w realiach, muszę radę dać

"Przestań chlać, wróć do szkoły, zdobądź zawód" – te pierdoły

Nie dotyczą mnie jak socjal-bony z OPS-u

Żyjąc w stresie, pragnę stresu tak jak człowiek głodny seksu

Z tym akurat jest w porządku limit w granicach rozsądku

Seks jest jak narkotyk, tu zaciera się ślad wątku – w porządku...

Byle do piątku

Weekend zawsze jest abstrakcją, tylko nieraz rewelacją

Tam, gdzie gramy się nie nudzą, mogę przejść się trasą różną

Przyjechać, przylecieć, jeśli tylko tego chcecie

66-16 uderzy teraz właśnie

Chociaż czas na nowe produkcje, stare zakłócają waśnie

Legendy i ploty, upadki i wzloty

O tamtym i o tym, mądre rzeczy i głupoty

"No co ty?" – pytasz z miną idioty

Nie wiedziałeś, że to żyje? Że rozkwita, rośnie w siłę?

Dobrze w chuj i Luta clique razem z Any Obla stylem

Żadnym szczylem, po prostu rymuję

Swoich rymów nie studiuję, nie poprawiam, kombinuję

Z małej głowy słowa strzelam i nie biję na oślep

Wszystko ma podstawy, ośle

Jeśli tego nie rozumiesz, to nie jesteś żadnym gościem

Sykuś ma w tej kwestii dużo do powiedzenia

Wiem, na kim mam polegać, same dobre skojarzenia

Że nie lubię Owidiusza, to niczego nie zmienia

Nikogo nie skrzywdzę, bo dla swoich jestem się masz

W porządku w chuj, a nie jakiś tam gnój

To tylko uliczny rynsztok, kiedyś było cool

Piękna trawa i huśtawki, i przed każdą chatą ławki

Nawet tego nie pamiętam, wszystko się poszło jebać

Czołg przyjechał i odjechał, popękany chodnik przetrwał

To i my tu damy radę, pewnie nigdy nie wyjadę

Nie dla mnie grilowanie w ogródku przy altanie

Zresztą nie ma co żałować, tutaj dobrze jest szanować

Przecież umiem to co mam, bo o to dbam

Jak ogrodnik o swe plony, wciąż jestem zadowolony

Chociaż z miną winowajcy niejednokrotnie skojarzony

To aktorskie zadatki, ściema to pijackie gadki

Zawsze można wytłumaczyć, po co piję, czemu żyję

Tysiąc usprawiedliwień, a sumienie tylko jedne

Nieraz przed obliczem blednie, chociaż wiara załamana

W coś się wierzy; wciąż od rana tysiąc myśli, coś się przyśni

A co spełni (A co spełni); misję grzechu czas wypełnić

To na tyle, jestem w tyle, czas ucieka, życie czeka

Nie? Jakie obrazy przyszłości? Nijakie

Taką dolinę nieraz załapać potrafię


[Outro: Peja]

Taką dolinę nieraz załapać potrafię...

Taką dolinę nieraz załapać potrafię...

Taką dolinę nieraz załapać potrafię...