Released on March 5, 2011

Thumbnail

[Zwrotka 1: Peja]

Nie da się zaprzeczyć – też robiłem złe rzeczy

Zachowywać się jak kretyn zdarzyło się niestety

Na cały świat złorzeczyć, gadać od rzeczy

Nie potrafiąc się cieszyć, potem wstydzić się, peszyć

Chociaż ludzką rzeczą grzeszyć, budzisz się, gdy jest za późno

Gdy starania szły na marne, gdy kłopotów znów mnóstwo

Burdy pijackie, kłamstwa i cudzołóstwo

By ponownie odchorować zapatrzony w nowe bóstwo

Oto konsekwencje życia bez przemyśleń na luźno

Oto, co się będzie działo, gdy już będzie za późno

Źle oceniasz sytuacje, to popłyniesz raczej szybko

Sam się krzywdzisz w zatraceniu, nazajutrz będzie Ci przykro

I wnet wyprzesz te refleksje, mając do bliskich pretensje

Skupiony na używkach i przypadkowym seksie

Dziś wieczór całkiem nieźle, uczta bogów na Olimpie

Dziś sto procent masz rozrywkę, jutro tonąc chwycisz brzytwę

Bierzesz udział w tej gonitwie, zastanawiasz się czy warto

Znów na kacu roztrzęsiony, sam na sam z poranna ćwiartką

Bez wsparcia ojcze, matko, za jakie grzechy cierpieć

Muszę ja, śmiertelnik, w tym uzależnień piekle


[Refren: Kali]

Podaj mi dłoń, jeśli jesteś przy mnie

Sam w noce i dnie na dnie bezczynnie

Nie mam siły już tak żyć

W objęciach mroku gnić

Podam Ci dłoń, kiedy będziesz przy mnie

Bo też byłem tam, moje sumienie winne

Pomogę Ci z tego wyjść

Przestań śnić, zacznij żyć


[Zwrotka 2: Peja]

Przekraczając wszelkie normy, nie stosujesz ograniczeń

Jak wypiję, to krzyczę, jak nie kirzę, mam kurwice

Życie to nie koncert życzeń, jeśli gra pod twe dyktando

Miej świadomość, że uczyni to... niezmiernie rzadko

Wpadka za wpadką, człowiek, uwierz – nie warto

Przez utratę kontroli minąć się z życiową prawdą

Czujesz aż nadto ten niekorzystny bilans?

Notujesz więcej strat niż zysków – to zabija

Dostaniesz świra prędzej czy później – to pewne

Nie odzyskasz dawnego życia, bo już poległeś

Szczebel za szczeblem się pniesz, taka kariera

Pod tytułem "Upadek, z którego się nie pozbierasz"

Zacząć od zera, wiem, przeraża Cię ten temat

W walce o lepsze życie w czasie, gdy głód doskwiera

Ty skup się lepiej tera, bo do szczęścia Ci potrzebne siły

Do pracy nad sobą, by się wyrwać z uzależnień

Czy to hazard, seks, miękkie bądź zdrów, nie stań się fejkiem

Zapijanie wódą prochy nie wygrają z twoim lękiem

Chcesz, by ściema górę wzięła? Miałeś obrać drogę inną!

Przestań się zatracać, w końcu uznaj swą bezsilność


[Refren: Kali]

Podaj mi dłoń, jeśli jesteś przy mnie

Sam w noce i dnie na dnie bezczynnie

Nie mam siły już tak żyć

W objęciach mroku gnić

Podam Ci dłoń, kiedy będziesz przy mnie

Bo też byłem tam, moje sumienie winne

Pomogę Ci z tego wyjść

Przestań śnić, zacznij żyć


[Zwrotka 3: Peja]

Czasy niewinności mamy dawno już za sobą

Dziś kolejne słowo o tym, że możesz na nowo wystartować

Wiedzę zdobądź, bilans sporządź, przestań krzywdzić

Siebie i bliskich, co przetrwali pośród czystki

Jeśli chcą – wybaczą, wszystkich ran od razu nie zabliźnisz

Podejmiesz dialog? Już osiągasz korzyści

Byli kumple i kieliszki, teraz jestem sam, lecz wszyscy

W czasie, gdy ex-kompani tak upadku swego bliscy

Ja nie kreślę z listy ziomków, których znam połowę życia

Ale skreślać marzenia? Na to nie dam przyzwolenia

Szans na przebudzenie nie masz, nie chcesz określić swych potrzeb

Postępujesz nierozsądnie, a myślisz, że robisz mądrze

A ja Cię Boże proszę, chcę, byś ludzi mych ocalił

Gdybym wcześniej Cię chwalił, też bym całkiem nie nawalił

Ludzką rzeczą zbłądzić, z błędów wyprowadzić boską

Konsekwencja to mistrzostwo, nie chcę w życiu cierpieć, ot co


[Refren: Kali]

Podaj mi dłoń, jeśli jesteś przy mnie

Sam w noce i dnie na dnie bezczynnie

Nie mam siły już tak żyć

W objęciach mroku gnić

Podam Ci dłoń, kiedy będziesz przy mnie

Bo też byłem tam, moje sumienie winne

Pomogę Ci z tego wyjść

Przestań śnić, zacznij żyć