Released on December 15, 2001

8K Views

Thumbnail

[Zwrotka 1: Peja]

(Round one, hajime!)

Masz tu liryczną zadymę

Prawdę będę głosił, spontaniczne masz o-goshi

Atak ponawiam, za brutalność łapię karę

Złapię cię za moment i zdobędę waza-ari

Sprowadzony do parteru przytrzymam cię parę sekund

Pora na duszenie, czy wytrzymasz na bezdechu? (Matte!)

Sędzia przerywa – znam komendę

Poprawia czarny pas, który niebawem zdobędę

Mów do mnie "mistrzu", bo od tego nie odejdę

Mam przyzwyczajenia, nawyki, ich nie zmienię

Z dumą się odnoszę, jeśli przegram, cię docenię

A na razie prowadzenie, poszarpana judoga

Onomato na podium z wiarą w siebie i Boga

Tak było dziesięć lat temu

Teraz z mikrofonem dla ludzi podczas jamu

Matę zmieniam na podest, skład sędziowski na DJ-ów

I dalej walczę, uruchamiam wyobraźnię

Minął czas młodzieńczy i sny o olimpiadzie

A ja na tym podkładzie przypominam, że jestem

I nie tylko ręki gestem, także kanonadą słów

Chcesz coś mówić, to mów, mistrz powrócił, ma się zdrów


[Refren: Peja & Doniu]

Konsekwentnie zamykałeś przede mną każde drzwi

Jak mogłeś przypuszczać, że zabraknie mi sił

A tu pokłady energii w jednej chwili uwolnione

Teraz my jesteśmy górą, decyduję, co wybiorę

Ochłapy nie dla mnie, myślisz, że gadasz z baranem

Nikt z was nie przypuszczał, że otworzę drzwi taranem


[Zwrotka 2: Peja]

Jestem dumny z bycia MC, nie ukrywam, że mam talent

Wykorzystam go w pełni pomimo wad i zalet

Bliżej mi do króla, bo przeciętniak to walet

Z aspiracją na asa, z jokerem stworzę parę

I kilka przechwałek, wszystko mam poukładane

Na ławę nie zejdę, nawet gdy dostanę karę

Rezerwowy ze mnie żaden, ja rasowym napastnikiem

Czuję w sobie straszną parę, widzisz mnie na piedestale?

I słusznie się chwalę, cudze znam, lecz swoje wale

Pokerowe mam rozdanie, już przegrałeś, parol w banie

Kolejny raz agentus na rap dawno Onomato

Jak akcję terminator, nic nie poradzisz na to

Możesz tylko nazwać szmatą, wtedy gotuj się na bitwę

Rymy lub starcie fizyczne, w strachu bełkoczesz modlitwę?

I nie dasz nam rady, i tak dla zasady

Pokażę ci, że głowę mam nie od parady

Pokażę ci, jak w moim wykonaniu zabrzmią słowa

Tylko ja jeden potrafię tak artykulować

Wyraz dźwiękonaśladowczy, Onomato – weź zobacz

Posłuchaj i się przybij, i przestań dyskutować

To Onomatopeja – rapu polskiego nadzieja

Przełożeni MC na polskiego wodzireja

Odebrana ci nadzieja na zwycięstwo, znasz ten temat?

(Znasz ten temat? Znasz ten temat?)


[Zwrotka 3: Peja]

Marzą ci się zyski? Sława, teledyski?

Ile sprzedaż z promocją? Dwóch koła jesteś bliski?

Powiem ci jedno, kurwa, nic nie znaczysz dla mnie

Chciałbyś tworzyć niezależnie? Byś wyglądał bardzo marnie

Peja K, szykuj zapadnię, pętla mocno zaciśnięta

Powtórz modlitwę, weź żarliwie się przeżegnaj

Masz ostatnie życzenie? Wszystko, o co poprosisz

Poza jednym – ocaleniem – nie ma szans, a me sumienie

Pozostaje bez zmian, jest nieczułe na twą zgubę

I przegraną; jak rubel stoisz nisko w kantorach

A tu zmora, kamora, wolnostylowa szkoła

(Poznań żyje!) Egzekucję czas wykonać

Dziesięć, dziewięć do jednego, do zera, mniej nawet

Tyle się dla mnie liczysz, ty, twój podkład i alfabet

Mam więcej mocy, więcej pary, więcej sił i zalet

Ekspresja nie balet, brak mi salonowych zasad

Wciąż nieułożony inteligent bez szkoły

Z posmakiem peneriady, bez skazy typu zdrady

Full emocji bez przesady, wraca potworna pewność siebie

Więc nie montuj barykady, z marszu wszystko rozjebię

Z marszu rozpierdolę wszystko

Każdy zna moje przezwisko, które zwycięstwa jest blisko

Życie to boisko i nie każdy tu gra czysto

Jak dawał Wiśniowy – Ski Składu druga połowa

Mocny jak Żołądkowa, po której destrukcja hotelowa

Lampka raz uruchomiona samoczynnie już nie skona


[Refren: Peja & Doniu]

Konsekwentnie zamykałeś przede mną każde drzwi

Jak mogłeś przypuszczać, że zabraknie mi sił

A tu pokłady energii w jednej chwili uwolnione

Teraz my jesteśmy górą, decyduję, co wybiorę

Ochłapy nie dla mnie, myślisz, że gadasz z baranem

Nikt z was nie przypuszczał, że otworzę drzwi taranem

(Każdą bramę)


[Refren: Doniu]

Konsekwentnie zamykałeś przede mną każde drzwi

Jak mogłeś przypuszczać, że zabraknie mi sił

A tu pokłady energii w jednej chwili uwolnione

Teraz my jesteśmy górą, decyduję, co wybiorę (Co wybiorę)

Ochłapy nie dla mnie, myślisz, że gadasz z baranem

Nikt z was nie przypuszczał, że otworzę drzwi taranem


[Outro: Doniu]

Każdą bramę...

Każdą... pieprzoną bramę (You lose)

Ta, D-O-N-I-U

Ski Skład, Peja, 2-0-0-1, Doniu