Released on March 7, 1999

Thumbnail

[Zwrotka 1: Peja]

Te postawy wynikają z intensywnego stylu życia

To konsekwentne odtwarzanie tego, co się w życiu zdarza

Bez komentarza! Tak po prostu bywa

Że pusta jest lodówka to przestało mnie przerażać

Umiemy żyć z dnia na dzień, to co, że się narażam

Nigdy nie upokarzam, problemy wciąż nowe

Że to przeszkadza, wciąż mówisz uważaj

A ja śmierć mam i uważam za pewną wartość

Gdy brakuje człowieka, zauważasz stratę bardzo

Niespełnione obietnice, przyprawiają o wyrzuty

'99 jest rocznicą nie tylko w hip-hopie

Nuty odrzuć w kąt, samplingu tu narracja

Moja dominacja, smutny to nie moja działka

Jak operą fascynacja, wole jazz improwizacja

Albo Spidera Herbiego Madman zawsze przyzna racja

Dwa światy, jeden cel, Stretch Armstrong dał pierwszą lekcje

My też mamy w chuj sekcje, lute nie dętą orkiestrę

Całkiem nowe nie zapomnę, Chicago lat 30’

Jazz światło na hip hop przełoży, a Ty tego nie poznasz

Bo nie wyszło legalnie, nie kupisz tego w sklepie

Brudne rzeczy nie przeszły przez pralnie

Tempo 75, ja wolę 90, rym szybko jak tempo bolero

Słucham cię meczysz cholero i smucisz, więc się lepiej ucisz

Czy ?bakszad? muli jak by był struty

To dźwięki Poznania, nie dźwięki Kalkuty

Mamy swoją stylistykę, swój język, może to slang

Sprawna gadka outsider’ów SLU gang

Steży, kto wierzy, proceder się szerzy

Marzenia na wieży i spadek z wieżowca

To przemawiał Syki Kid sędzimir czarna owca


[Refren: Peja]

Właśnie takie postawy od zawsze prezentuję

Ty nic na to nie poradzisz, jeśli nie znasz, nie obcujesz

Właśnie takie postawy od zawsze prezentuję

Nie obchodzi mnie, że trujesz, nie poczujesz, jeśli blefujesz


[Zwrotka 2: Peja]

I siedzę, fotel wciąż ten sam stary

Prezent po dziadku Alojzym, doskonały

Trzy pokolenia praktyki, nie ważne wszystkie odwyki

Nie zamkniesz mnie nigdzie, zawsze zjebie Ci jazdę

Mówię poważnie, prowokujący styl, prawdziwy jak ja sam

Zawsze w chuja gram, na to zawsze znajdę czas

Na wolnym zawodników pokaż, chętnie się zmierzę

Nie konieczne przymierze, co dobre docenię

Co prawdziwe jak płomienie nie zagaszę

Wyrażam siebie, ciebie to jebie, solopejka uderzenie

Mocne jak ziemi trzęsienie ale zbędne agrożenie

Choć odstaje od reszty nikt nie może grzecznić

Jestem wredny, nie tandetny Inżynier dźwięku DJ, MC

I producent w jednym, konkretny, przestałem się wahać

Wykładam całą gamę dźwięku, asortymentu pełen wachlarz

Jaką drogę przebyłem, ty przy tym nie byłeś

Gdy ja gangsterzyłem, ty słuchałeś, pewnie się śmiałeś

Ciekawe co sam odpierdalałeś, [nagrywałeś?] pewnie nic!

Czekasz na debiut u grubego, więc ćwicz potem kasę licz

Wielkopolska nie no limits z ulic ucieczki

Nie uchwycisz, nie zarejestrujesz w kadrze

Jak to drzewo co uschło pod bramą ja uschnę także

To ważne, każde słowo, jak przepiękne dźwięki złożone na nowo

Premier cudotwórcą, jeszcze paru innych mogą nie raz uratować życie

Choć to nie pierwszy krok na scenę, jak słyszę arenę

Czuję się tylko ich cieniem, jak bezbronne dziecko

Dam się poprowadzić lekko do przodu, żeby sprawdzić się znowu

By nie sprawić zawodu, nie ma problem co do zwodu

Seksoholik pokroju bohaterów obu Kolgejta i Luka

Bawić się w seks jest luta, mój cel jest tutaj


[Zwrotka 3: Peja]

Właśnie takie postawy od zawsze prezentuję

Ty nic na to nie poradzisz, jeśli nie znasz, nie obcujesz

Jak przekupy na targu, nie targuję się o cenę towaru

Pytasz co ty? Zdziwiony, że gramy za zwroty

Trzeba być człowiekiem pomóc drugiemu w potrzebie

Nigdy nie odmówię, o tym Malik mówił w rymach

Teraz się śmiejesz ze 10 osób to kpina

Ja szanuje pierwszą piątkę i przybijam stale piątkę

PTUSBejowi święty skład na bez ludną wyspę zabiorę

Zawsze poważnie, produkcja, skrecze

Crazy pomógł, gdy ja jeszcze kaleczeniem się zajmowałem

Na czarnych mało pojmowałem, teraz poziom się podniósł

Jestem DJ znaczy chłopak od puszczania płyt

Jeszcze nie turtejblista ale to przecież nie wstyd

I to mnie jara, undergroundowy biały lejbel

Muzy nie ma chyba lepszej, tak jak ekipy konkretniejszej

Wiesz gnojki od nabojki, od rozrachunku kości

I wdepnięcia w chodnik, w potrzebie odkręcający drogie głowy

Szacunek nie jest strachem wymuszonym

Każdy dobry w tym co robi, umiem przypierdolić

Ale lepiej z mikrofonem się obchodzić

Więc to pierwsze zostawiam rutynowanym ekspertom

Nie odpierdalam pucki, jeśli lubią to mnie zechcą w swojej ekipie

Oznacza to jedno, albo jesteś swój i tu trafiłem w samo sedno

Nie mogę zboczyć z toru, z życiowego wyboru

Nie można się wycofać tak jak nie można stracić honoru

Trzeba trzymać się według planu, kumple wyłamek nie uznają

W jedności siła, dlatego piszą o nas w zinach

Tego nie dowiesz się z kina, bohaterowie ukrytych kamer

Psi zapis z operacji mamy za frajer, skie pieskie posunięcie

Zawsze zawalczę, nie raz jeszcze się sparzę

Ale zawsze swoje pokażę, przed psami nie ma fobii

To mówi swój człowiek, gdy zawiną cię na dołek

Będziesz miał świadomość, że spędzasz kurwom sen z powiek

I niech każdy się dowie, że nie przegrałeś

To tylko konsekwencja potyczki, nie wielkiej wojny

Ode mnie szacunek za każdą bitwę z psim wrogiem znienawidzonym!


[Refren: Peja]

Właśnie takie postawy od zawsze prezentuję

Ty nic na to nie poradzisz, jeśli nie znasz, nie obcujesz

Właśnie takie postawy od zawsze prezentuję

Nie obchodzi mnie, że trujesz, nie poczujesz, jeśli blefujesz


[Outro: Peja]

Właśnie takie postawy od zawsze prezentuję

I chuj mnie obchodzi, że lepszy się czujesz

Właśnie takie postawy od zawsze prezentuję

Takie postawy, 99 to są moje postawy

I zawsze takie były, tu nie ma nic na niby

Nara!