Released on October 20, 2006

Thumbnail

[Zwrotka 1]

Proszę wybacz mi wszystkie te szalone dni

Tyle krzywd wyrządzonych, przez to wszystko mi wstyd

Przyrzekałem, że się zmienię, poprawię, będę dobrym

Nie do końca przegrany, na wiele złego odporny

Jestem typem straceńca, który chce rozgrzeszenia

Wiele mogę pozmieniać, często brakuje siły

Wsparcia, poparcia, wiem, że istnieje szansa

Nie przywykłem do różańca, choć potrafię być pokornym

Podobno jestem zdolny, nie chcę tego zmarnować

Życie chcę szanować i wiem jak się zachować

Nie chcę później żałować, gdy przyjdzie się pożegnać

Życie podsumować, nie chce mego życia przegrać!

Się zarzekałem, że to żadna możliwość

Przeklinałem, przeklnę zdradę, biedę, chciwość

A wspierałem, nadal wspieram tych, co bez zmian w potrzebie

Bezinteresownie, nie chcę za to żyć w niebie

Wracam do sentencji, że życie błogosławieństwem

Ale jak inni cierpię i tu nie chodzi o materię

I wiem, że zanim zwiędnę mogę czegoś dokonać

Jak wyjść na prostą? Poradź! Tylu ludzi wciąż błądzi

I ci głupi, i mądrzy psują codzień dar życia

Na świecie, który często jest piękny i zachwyca

Zadziwia, nas ludzi, fascynuje swym pięknem

Jestem zwykłym śmiertelnikiem, co obcuje wciąż z piekłem

Już tu na ziemi, co zrobić, by to zmienić?

Z dni na dzień się uczę jak innych pracę cenić

Szanować ludzi, często muszę się natrudzić

By nie wybuchnąć gniewem, nie wiem, czy mam potrzebę

Być wrogiem i czy w niebie znajdzie się tam dla mnie miejsce?

Wiem, mam podłe serce, los mnie nie oszczędzał

I dlatego mam wrażenie, że jestem typem bez serca

Nie powiem "Bądź, a klęknę", chyląc głowę bardzo nisko

Nieraz krzyżowałem rękę, znam święte pismo

Lecz pytam Cię, to wszystko? Tu, gdzie głód, śmierć tak blisko

Morze wylanych łez, czy Ty o tym wszystkim wiesz?

Pyta Cię zwykła wesz, wielu rzeczy świadoma

Jak kłamię, niech skonam, tu jest Sodoma, Gomora

Jak mam w sobie pokonać mego własnego demona?

Który ściąga mnie na dno, osacza mnie, już dawno

Zawładnął mą duszą, wiem (Nieczystości kuszą)

Dobre alternatywy szybko znaleźć się muszą


[Refren]

Idź z Bogiem. Boże pomóż mi (Bogiem)

Idź z Bogiem

Idź z Bogiem. Boże pomóż mi (Bogiem)

Idź z Bogiem

Boże pomóż mi (Bogiem)

Pomóź mi (Bogiem)

Idź z Bogiem

Boże pomóż mi


[Zwrotka 2]

Być uduchowionym, czy mieć pociąg do mamony?

"Pieniądz Bogiem tego świata"? Tak pomyśli tylko chory

Lecz wielu tak myśli, zbyt wielu – epidemia

Zbyt wielu nie ma zasad i skrupułów, i bez cienia

Zażenowania, jeden drugiemu zasłania

Upragniony cel – oto ludzkości dramat

Priorytet to konsumpcja, to świat umarłych dusz

Widzę co rusz tych, co nie czują trwogi

Plują na ubogich, którzy są tak bogobojni

Panie, bądź dla nich chojny, o mnie też czasem wspomnij

Dziś już nikt nie poluje tylko po to, by przeżyć

Zaostrzone apetyty psują ludzi niestety

Tak niedoskonały jest śmiertelnik, czy wiedziałeś?

Czy do życia powołałeś ten kolejny gatunek

Bym ja go musiał nazwać, że to zwierzę w ludzkiej skórze?

Znaczna część to tchórze, kolejna – zwyrodnialcy

Są ich całe masy, podzieleni na klasy

Czy słyszysz te hałasy? Te masowe protesty?

Czy człowiek musi niszczyć tylko po to, by przeżyć?

Wciąż nie chcę w to wierzyć, ten świat nie może przetrwać

Jeśli takie wydarzenia wciąż dominują w mediach

Raczej dramat, nie komedia, to wybuchnie jak Etna

Słowa z ulicy getta, o których nikt nie pamięta

Tylko ja chcę tu przetrwać, mimo własnych słabości

Braku doskonałości, chcę tu żyć, pragnę być mocny

Stanowczy, lecz dobry, chcę miłości, nie wojny

Dla mych ludzi pokorny i dla tych, którzy znaczą

Więcej niż ja, z ich wiedzą się zaznaczą

Na kartach historii, zrobią coś dla ludzkości

Tymczasem ja będę przybijał ludziom na koncertach piątki

To jak znak pojednania, jak poczucie wspólnoty

Dziś nie w głowie głupoty, to głęboka refleksja

Bo egzystencja intryguje i nie chce przestać...


[Refren]

Idź z Bogiem. Boże pomóż mi (Bogiem)

Idź z Bogiem

Idź z Bogiem. Boże pomóż mi (Bogiem)

Idź z Bogiem

Boże pomóż mi (Bogiem)

Pomóź mi (Bogiem)

Idź z Bogiem

Boże pomóż mi