Released on February 7, 2005

Thumbnail

[Intro / Cuty / Scratche: DJ Decks]

W tle codziennych zdarzeń w mieście

Słuchaj uważnie

A poznasz go po tekście

Tyle jesteś wart, ile od siebie możesz dać

To jest do tych, którzy chcą...

Iść przez życie (Iść przez życie, iść przez życie)


[Refren]

To nie hit z telenoweli w stylu Ona i On

To nie kit z infantylną sytuacją, jebać to!

To o międzyludzkich więziach i uczuciach zwykły song

Życie, nieszczęśliwa miłość, lot, upadek, uczuć zgon!


[Zwrotka 1]

Taka zgrabna, ponętna, przesiąknięta Emporio

Na jej widok nawet mi by sterownik pierdolnął

Ona na spacerku z pieskiem, on się pręży przy nadziei

Widzi, jak odbiera dług od drobnych złodziei

Wtedy blednie, nie znał ceny za związek z tą panią

To nie jego półka, więc powie jej "Siemano"

Chłopak z drugiego roku doznał szoku i odpadł

Ta scena go przerosła, jakby niewiarygodna

Wpadła mu w oko, widzi w niej matkę swych dzieci

Gadał w amatorskim stylu, więc żałuje, wie, odleci

Drugiej szansy może nie być, on myśli o niej stale

On nie zna jej wcale, kim jest – wie doskonale

Chciałby mieć z nią balet, lecz sprawa go przerasta

To nie ten typ studentek, które zjadał w centrum miasta

Zaraz się pochlasta, chciał być całkowicie szczery

Chciałby z nią za rączkę na spacery, desery

Marzy o karuzeli, chłop w innym świecie żyje

I tak boi się przeniknąć do świata złych dziewczynek...


[Przejście / Cuty / Scratche: DJ Decks]

Ona... On...


[Zwrotka 2]

Co by powiedział matce? Że skończyła edukację?

Jakie ma kwalifikacje? To, że lubi wakacje?

Nieskończone atrakcje, że wciąż miewa fascynacje

Pociąg do szybkiej jazdy, chłop łapie palpitacje (Serca)

Gdy znów ją spotyka, gdy mija ją – cierpi

Promienieje jednocześnie, umiera, to szczęście

Które nie trwało wiecznie; już wie, gdzie ona mieszka

Wie, że ktoś ją zbeształ, rozmazany tusz na rzęsach

Znacznie wymięta kiecka, przydałaby się chusteczka

Niezgrabnie wyciąga rękę w jej kierunku

Z ratunkiem w pakunku – to zapachowy Velvet

Ona odtrąca tę rękę i przyśpiesza, już biegnie

On wygaduje brednie na przerwie podczas zajęć

Z kolegami z roku nie chce pić i nie przestaje

Myśleć o dziewczynie, swej księżniczce – on jej giermkiem

Ślubuje jej wiernie, że gdy ona na mnie zerknie

(Zrobię wszystko!) Nie odejdę, byle tylko mnie przyjęła

Nie chce wiedzieć nic na temat, żadnych szczegółów z przeszłości

Czy jej faceci prości, czy brutale ze szmalem

Co w głowie mają tylko siłownię i solarę

"Ja tak ją traktowałem" – mówi jej ex – "Ja mam talent"

W przedłużeniu męskości spod znaku BMW

Z marzeniami o mafii i o jak najgrubszym balu

Rzucona bez żalu na pożarcie jak ochłap

Musi sama se radzić, z pułapki chce się wydostać

Może chciałaby się spotkać z prawdziwym uczuciem

A nie z typem macho przeżyć nowe katusze

W rozmowie z psiapsiułami mówiła: "Ja tak muszę"

"Wiem, że się duszę, ale płaci, utrzymuje"

Tylko w tę cenę wlicza też bycie strasznym chujem...


[Przejście / Cuty / Scratche: DJ Decks]

Ona... On...


[Refren]

To nie hit z telenoweli w stylu Ona i On

To nie kit z infantylną sytuacją, jebać to!

To o międzyludzkich więziach i uczuciach zwykły song!

Życie – nieszczęśliwa miłość; lot, upadek, uczuć zgon!


[Zwrotka 3]

A po trzecie jakoś leci, dzień po dniu nasz amant ginie

Przemierza supermarket i wciąż myśli o dziewczynie

Na co wydałby stypendium, by przeżyć piękne chwile

Rajcowne pończochy do nowiutkiej pary szpilek

Jeszcze zestaw szminek – dla niej wszystko, co najlepsze

Gotowy jest na grę, na wytyczne niebezpieczne

Dobre wino plus świece trzyma w domu od dawna

To jest taka okazja, niezwykła chwila ważna

Ale jak ją zaprosić? Czy na kolanach prosić?

Boże dopomóż, nie wiem, co ja mam zrobić

Mija chemie, drogerie, skręca w działy z nabiałem

Wtem oko w oko – jeb! Spotyka się z jej ciałem

Wpadając na nią nagle nie aniele, lecz diable

"Cześć! Jestem Jacek, kilka razy Cię mijałem..."

Ona w śmiech, co maskuje jej chwilowe zmieszanie

Towarzyszy jej kumpela we wskazującym stanie

Znacząco pociąga nosem, ledwo na niego zerknie

"Daj se spokój chłopaku, odpierdalasz komedię"

Tak stał chwile biednie, zbity z tropu, przegrany

Tlenu zabrakło, jakby biegł, jest zdyszany

Przylgnął do ściany jak do posągu Bogini

Obserwuje zrozpaczony, jak oddala się w mini

Syty upokorzeń, chciałby zawyć, bić na alarm

Krzyknie za nią: "Czekaj!" – wtem rozlega się hałas

Pach! Zatrzymana przez ochronę na kradzieży

Chwila nieuwagi i nie może w to uwierzyć

Że będzie jeszcze gorzej, że ma kiepski życia wzorzec

Dobrze wie, że naćpana koleżanka nie pomoże

Nie ma czym płacić; fanty wyrafinowane

Zapachy rodem z Francji i z koronką kilka szmatek

Ściemnia cierpi niedostatek, to jej debiut: "Daj mi szansę!"

"Płacisz lub dzwonimy – takie procedury, jasne?"

I co tu zrobić z hajsem? On już wie, na co przeznaczy

Te kilka stów dla niego nic nie znaczy

Bo wie, że w tym momencie on będzie jej księciem

Gdy przejedzie plastikiem po czytniku – "Masz w prezencie!

To ode mnie, jestem Jacek, siemasz! Pamiętasz?

Nie dziękuj mi, drobiazg. Już idziesz? Chcesz się żegnać?"

On pewnie myślał skrycie, że odmieni swoje życie

I jej przy okazji, puścił wodze fantazji

Po raz kolejny rozczarowanie poczuł

Dorosłemu facetowi napływają łzy do oczu (Oczu)


[Przejście: Peja]

Ona i On!

Jebać to!

Zwykły song!

Uczuć zgon!


[Outro]

– W telewizji to często pokazują miłość

Jak jacyś tam się kochają albo mówią

– No, ja też tak myślę

W życiu to jest niemożliwe