Released on March 7, 1999

Thumbnail

[Zwrotka 1: Peja]

Szybki jak Twista, Syki nie przebojów lista

Tylko uliczna piwniczna styli szybka błyskawiczna

Ostra mocna, dynamiczna zagrywka sceniczna

Teksty nie są przestarzałe, jak ciuchy, które nosze

Wiesz, co przynoszę, o szacunek nie proszę

Tyle ile mam, kumplom tyle samo dam

Poważnie tak jak teraz gram, nie przegram kto z nami

To jest w przodzie wiesz, że w tym

Wawodzie nie może być wpadek

Jak problemy przy wzwodzie albo koncert pod chmurką

Przy chujowej pogodzie

Co w modzie to w przeszkodzie opozycja

Dla stereotypa kicha satelita

Wzorce jebie, o nic nie pytam

Może ręka umyta za mikrofon chwyta

Wciąż kontroluje uczę się tego

Jak gnojek, co nauki ścisłe studiuje

Dominuje w tym fachu słyszę wciąż:

Nie rób obciachu, to kawałek

W wolnej chwili czasu poskładany

Mogę być zajarany, ale nie pojebany

To nie kwestia ćwiczeń, nie myl mnie

Z zajawkowiczem, który jebnie ten temat, kiedy sparzy się

Znany z doświadczeń nie schemat, bierzesz się za bluzgi

Z hahaha na ulice kolejność nie ta

Pomylony pomyślunek

Po co się tu pchasz, zabierz się za psychorap

Bo to nie uliczna twarz, nic wyczytać z niej nie mogę

To Ty ten temat znasz, o wyjebkach nawijasz

A mama Cię strofuje, a Ty wciąż filozofujesz

Zresztą chuj mnie to obchodzi, jestem z Poznania nie z Łodzi

Mimo to nie przeszkodzi 48km z Fabrycznej na Poprzeczną

Do Bitera szybko wpaść, choć nie zawsze jest na podróż stać

Peja zawsze jedzie chlać, że wątroba się trzęsie tak jak Syki

Na mroźnym zakręcie stoi

Ja pozdrawiam spoko gnoi dobrych zawodników

Wciąż powoli poznaję

Co rusz nowych wporzo wybuchowych styli

Nie do podrobienia, jak MadMan nie do przepalenia, a ja do przepicia

Bo ja nie znam kaca i dupy sobie tym nie zawracam

Tablety z krzyżykiem na ból głowy

O! Mamy do czynienia z zawodnikiem nowym i słabym

Więc naucz się wprawy

By nudności ustały bądź twardy

Wytrwały wtedy w dupie wymieszaj sobie

Ile możesz stary

Byle alkoholikiem, nie daj Boże się nie stan

Chociaż to nic nie zmienia

Ja pozdrawiam stan alkoholowego upojenia


[Refren: Peja x2]

Kontrowersja, kontrowersja zawsze znajdę trochę miejsca

A te rymy to nie kpiny wokół bledną skurwysyny


[Zwrotka 2: Peja]

Może się wyróżniam, ale nie jak Pacman swoim jaskrawym kolorem

Że policję pierdolę to normalka

Jak w tropsie gangsta skanksa i to nie żadna

Układanka, logiczna wyrazów mieszanka jak wybuchowa

Mikstura zawartość w szklankach na imprezie

Wiesz, na czym jedziesz i nie przezywam wcale

Że palę skuna filozofii nie dorabiam, jak nie ubarwiam

Nowe bębny składam, ale o co chodzi, o co chodzi

Wszyscy wokoło młodzi komórkowcy

Rozjebani, tylko przyjebać z bani

Dres, mafie i niech zgadnę, 15-latkowie ładnie poubierani

Koksem rozjebani, młodzi gniewni

Dla mnie zagniewani młodociani

Wszystko do bani szacunek i respekt

Z dala od Peji wiem jedno

Nie nazywaj tego tekstem wyszczekany ulicznik

W samo sedno, może odbite żebro i pobite oko podczas wyjazdu

Na mecze ale, jest spoko wódka znieczula i poprawia nieco wzrok

Jak Stępniowi pijakowi chuj ze psowi komikowi

Syki kilka ran miał z woli własnej, sytuacja była jasna

Stać i napierdalać, nie uciekać – to kiepski pomysł zostawić kumpli

I przed siebie szybko nogami

Przebierać jak w sztafecie 4x4 kto szybciej

Na mecie ten życie do domu dowiezie

I tak już wyglądają te huligańskie ekscesy i mecze


[Refren: Peja x2]

Kontrowersja, kontrowersja zawsze znajdę trochę miejsca

A te rymy to nie kpiny wokół bledną skurwysyny


[Zwrotka 3: Peja]

No i jeszcze o krytyce, zanim za mikrofon chwycę

Upewnię wszystkich, że tak tego nie widzę

Może rym prowokujący, ale szkoda wersów obcych

O ludziach obcych, nic niekumających nie ma potrzeby

Zjebać możesz sam, nagrać coś na sprzedaż

Ja zajmuję się swoim, bo nikogo nie chcę gnoić

Za pieniądze; to co o kim myślę, mogę powiedzieć mu sam

W cztery oczy; wiem, nie dam się zaskoczyć, pieniądz śmierdzi

W takiej kwestii, kiedy pan wydawca mędzi

Szuka tanich sensacji i skłóca zespoły – nie potrzeba

Takich gnoi do hip-hopu nic nie wnosi

Nie, nie wnosi, że okładkę Ci da, wytłoczy na legalu

Grubas zajmuje się tylko przeliczaniem szmalu

Żeby dzieciom nie zabrakło balu a Ty się głupi pchasz

Taa, bo on Ci da, poleci z nieba kaska, wydamy nasz underground

U zezowatego grubaska, a on się śmieje

Stawia wódkę i udaje kolegę

Frajer szuka frajerów, jak znajdzie zabawi chwilę w undergroundzie

Jak rynek się wypali, wyda discopolową andzię i inne takie rzeczy

Że skurwiel jeszcze żyje, to się w głowie nie mieści

To już koniec opowieści, chciałeś prawdy – masz ją

Znieść Ci trudno i nie pomyl jej ze ściemą obłudną

Mówię prawdę, jak Krzysiek Kozak nie oszukuję i nie kradnę

I goryczy w tym nie ma żadnej, po prostu opowiadam

Jeśli myślisz to nieładnie, ale przynajmniej dosadnie

I na wolno pojadę jeszcze szybciej niż Hołowczyc w swoim rajdzie

Więc uważaj, po tym nie będziesz miał ubawy jak po dobrym żarcie

Ha!


[Outro: Peja]

Dla Sykiego od Klików wieczne poparcie!