Released on February 7, 2005

Thumbnail

[Zwrotka 1]

Na starcie geneza, wyrobiona rapu teza

Obrać stały kierunek, wciąż wiedzieć, dokąd zmierzam

Nie walcząc o przymierza, niespecjalnie się zwierzać

Mówić to, co czuje, pod bit rapem uderzać

Nowe kraje przemierzać, swoim stylem namieszać

Tych biedaków pocieszać, co na start nie mieli szansy

Tak samo jak ja, każdy z nich ma swój świat własny

Lecz zdołałem zebrać siły, by się przeciwstawić fatum

Przeznaczenia nie oszukam, się pokarze światu

Krzyczę się nie chowam, jak strusia w piasek głowa

To nie leży w mej naturze, bo wiem, jak się zachować

Siebie szanować, to z cała resztą mi wyjdzie

Omijam tych, co zarobić chcą na ludzkiej krzywdzie

Gdy emocje opadają, bardziej racjonalnie myślę

Gdy ulegam pod naciskiem, z gniewem walczę gniew zwyciężam

Trzymać się ściśle ostatniej deski ratunku

Atak najlepszą obroną, będę walczył do skutku

Atak najlepszą obroną, nadal spora dawka smutku


[Refren]

Chcesz – zapytaj Rycha: "Czy pożarła Rycha pycha?"

Ta geneza to wstęp, nieśmiertelna klasyka

Chcesz – zapytaj Rycha: "Czy pożarła Rycha pycha?"

Ta geneza to wstęp, nieśmiertelna klasyka


[Zwrotka 2]

Więcej szmalu i problemów mam to też nie wiedzieć czemu

Mam się tłumaczyć każdemu, że inaczej to wygląda

Że to nie tylko klipy, koncerty, hajs na kontach

Że robota cały rok bez jakiejkolwiek zaliczki

Ślęczenie nad kartkami z treścią pozbawioną fikcji

Przy świetle zapalniczki, na prędkości nakreślone

Gdzieś na klatce schodowej, gdzie światło wyłączone

Było dzieło dokończone, sukcesem uwieńczone

Kocham to do tego stopnia, niczym tego nie zastąpię

(Studio?) Nigdy nudno, tętni życiem piękne gówno

Tylko prosto w dziesiątkę trafia Rychu z pracą żmudną

Związany z tym od rana, dla mnie ważne nagrania

W drodze do muzycznych świątyń wykazuję swe starania

Wszystko robić by chciał na raz, na początek surowizna

Podkład, pilot – łatwizna plus liryczny terrorysta

Tak R-A-P powstaje nowa blizna

Skaza na sumieniach bohaterów moich nagrań

Zawarte obserwacje Rycha Peji z mego świata

Czym chata bogata, chociaż nie zawsze tak było

To i tak się jakoś żyło, nawet nieraz lepiej było

Pieniądz czyni mnie próżnym? Jego brak do działań zmuszał

Do różnych puszek wrzucam, choć sumienie mnie nie rusza

W sercach głazy rozkruszam, a dzieciaków nie pouczam

Do niczego ich nie zmuszam, jeśli same nie chcą słuchać


[Refren]

Chcesz – zapytaj Rycha: "Czy pożarła Rycha pycha?"

Ta geneza to wstęp, nieśmiertelna klasyka


[Zwrotka 3]

Tracę kontakt z ulicą i to na własne życzenie

Bo ulica dziwnie patrzy, bo sukcesu noszę brzmienie?

Każde zawistne spojrzenie tylko dlatego, że jestem

Chciałbyś mnie oceniać, choć nie znałeś mnie przedtem

Bo gdy hip-hop nie był modny, nikt nie miał szerokich spodni

To Peja z Ajsmenem byli tego rapu głodni

Dla otoczenia chłodni, zarażali swą pasją

Królik i Adamo się zetknęli z fascynacją

Plus ekipa z Westu, razem z nimi Ghettoblaster

A Medi Top z Jersey był prawdziwym Outlawzem

Z rapem na miasto w Eskulapie wtedy dicho

W Tropsie seks z muzyczna kichą, wszyscy śmiali się z polito-

Waniem patrząc cicho: "Niech Peja będzie przeklęty!"

Bo prawdziwy rap to był dla nich wtedy East 17

Daimont z Psycholami, Boss i Depper, nic nie kumasz?

Chociaż ten rap był grany nie za czasów oldschoola

Nie czas się rozczulać, tylko poszydzić z tych wszystkich

Dla których rap jest cool, chcą z rapu czerpać zyski

Ja lider starej szkoły każę wam odrobić lekcje

Tu idzie o historię, klasykę, perfekcję

Weź wypierdalaj jak nie lubisz rapu (Pieprz się!)

Tyle pał się tym zajmuję, nic nie wiedząc o tym więcej


[Przejście]

Nie znasz tego rapu? Odpierdol się od rapu

Nie czujesz tych klimatów? Odpierdol się od rapu

Nie wczuwasz się za bardzo? To wczuj się w moje fatum

A prawdziwy rap zostaw dla dobrych wariatów


[Outro]

Nikt mnie nie lubi i jest okej (Ta)

Nikt mnie nie lubi i jest okej (Okej, okej, okej)

Nikt mnie nie lubi i jest okej (Ta)

Nikt mnie nie lubi i jest okej (Okej, okej, okej)