Dopóki jestem w grze

By Slums Attack

On Szacunek Ludzi Ulicy

Released on May 26, 2008

Thumbnail

[Intro]

Dopóki jestem w grze...

Dopóki jestem w grze...

Dopóki jestem w grze, dopóki jestem w grze, dopóki jestem w grze...

Do końca od początku!


[Refren]

Dopóki jestem w grze, dopóty dobrze jest

Nawet jeśli tekst i bit potępi leszcz

Dopóki zapał mam, to w rap gram, to Wam dam

Nawet jeśli chłam wypełnia media (Znam!)

Kilka patentów na zburzenie fundamentu

Na strącenie z firmamentu tych kilku śmiesznych pionków

To mój rap dla ziomków, jeszcze żyję – w porządku!

Bo hip-hop będzie żył – do końca od początku!


[Zwrotka 1]

Wieczór, pracownia, jak co dnia hip-hop żywy

Rap tak prawdziwy, że aż boli – to Cię dziwi?

Że nie ma nic na niby, rap – muzyka żywa, widzisz

Każdy ruch na osiedlu, w klubie każdy dźwięk słyszysz

Siłę mam, wytrzymam – konsekwencją to nazywam

Ponownie się odzywam, dobrze wiesz – nie bez powodu

Nie sprawię Ci zawodu, gadka warta zachodu

Bass pierdzi z samochodu, gdy przejeżdżam blisko Ciebie

Świeży towar klepie, ja opuszczam wolno szyby

Bo ten syf nie jest na niby, robiłbym to, nawet gdyby

Nie było z tego grosza, gdyby znieśli mnie na noszach

Gdybyś dziś dała mi kosza, odeszła (Robiłbym to!)

Będzie przykro, jeśli tego nie docenisz lub przecenisz

Ty zajrzysz do kieszeni raperowi – cóż to zmieni?

My z rapem znieczuleni na obłudę (Pomówienia!)

W życiu se pozmieniał tak, jak chciał, więc do widzenia

Chcą mnie oceniać, chcą winić, chcą mnie zmieniać

Wkręcają się w temat, lecz nie czują go (Ściema!)

Mówić, że jest dobrze, jeśli tego dobra nie ma

Robić to, nie wierząc i pogrążać się w tych bredniach

Na ile mnie wyceniasz mój wydawco, mój fanie?

To przejebany temat jak życie przejebane

A ja widzę i słyszę więcej, niż bym tego pragnął

Gdybym wiedział, że warto, oddałbym ten rap za darmo

Wyjeżdżam z petardą, z gruntu zły – to nieprawdą

Nie bez powodu powtarzam – jestem, gram to!

Z SLU Gangu świr – masz to jak w banku

Że wyjdę z tej opresji praktycznie bez szwanku

I jak Kris o poranku, natchniony będę nawijał

W ciężkich czasach dla hip-hopu? To ja – przebita szyja!


[Refren]

Dopóki jestem w grze, dopóty dobrze jest

Nawet jeśli tekst i bit potępi leszcz

Dopóki zapał mam, to w rap gram, to Wam dam

Nawet jeśli chłam wypełnia media (Znam!)

Kilka patentów na zburzenie fundamentu

Na strącenie z firmamentu tych kilku śmiesznych pionków

To mój rap dla ziomków, jeszcze żyję – w porządku!

Bo hip-hop będzie żył – do końca od początku!


[Zwrotka 2]

Czym dzisiaj jest ten hip-hop, który rządził

W czasach, gdy byliśmy młodzi – kogo dziś to obchodzi?

Mnie oczywiście – dajcie mówić artyście

Wiele widzieliście na scenie – to na liście

Ludzie, Wy tam byliście, pamiętacie? (Oczywiście!)

To świadkowie ceremonii, nazywali mnie mistrzem

Zmieniliśmy stan rzeczy na lepsze – jak należy

Byliśmy szczerzy, każdy po dzień dziś nam wierzy

Pora to uleczyć, przestań śmieciu kaleczyć

Nastały ciężkie czasy, więc przechodzę do rzeczy

Z kim mam się zmierzyć? (Pierdolony nieudacznik!)

Ilu takich znasz Ty? Ilu ja znam – sprawdź ich!

Pękają fake ogniwa, gdy na bicie Wesz prawdziwa

Kilka rund ich przytrzyma – wtedy puchną te dziwki!

Seks, rap, używki i w chuj schłodzone drinki

Wyjdź stąd, zostaw, zrezygnuj – jesteś nikim!

Masz chujowe wyniki, brak talentu, techniki

I do tego złe nawyki, dziś napluję Ci w mordę

A z wartymi tego rapu ludźmi wychlam gołdę!


[Przejście]

Dopóki jestem w grze, dopóki jestem w grze, dopóki jestem w grze...

Do końca od początku!


[Refren]

Dopóki jestem w grze, dopóty dobrze jest

Nawet jeśli tekst i bit potępi leszcz

Dopóki zapał mam, to w rap gram, to Wam dam

Nawet jeśli chłam wypełnia media (Znam!)

Kilka patentów na zburzenie fundamentu

Na strącenie z firmamentu tych kilku śmiesznych pionków

To mój rap dla ziomków, jeszcze żyję – w porządku!

Bo hip-hop będzie żył – do końca od początku!


[Zwrotka 3]

Umarłbym za rap – jak nawijał Fredro Starr

Znów osuszyłem bar i pizgałem całą noc

Mój rap nie koks, rap jest moją kokainą

Zostanę blisko z rapem tak jak z moją dziewczyną

Bliski memu sercu mój rap...

Nasze mordy krzywe, nie dla każdego miłe

Mój rap jest dla dziwek, ale tylko tych w pończochach

A Ty komercyjna dziwko wypierdalaj stąd, wynocha!

Stań se w koncie, szlochaj – dla mnie to radocha

Jak opierdolę Tokaj, nagram to po stokroć lepiej

Wraz z wdechem i wydechem możesz se zajebać ściechę

Zawyjesz jak wyjec, niczym kastrat Farinelli

Nowy track jak News Daily, usłyszą to w New Delhi

To nie na Twoje nerwy, w drzwiach załóż ze dwie Gerdy

Wypierdalaj z tego rapu, nie rób obciachu

Nie wyrabiasz się w tym fachu, masz zwykłej dziwki status!


[Refren]

Dopóki jestem w grze, dopóty dobrze jest

Nawet jeśli tekst i bit potępi leszcz

Dopóki zapał mam, to w rap gram, to Wam dam

Nawet jeśli chłam wypełnia media (Znam!)

Kilka patentów na zburzenie fundamentu

Na strącenie z firmamentu tych kilku śmiesznych pionków

To mój rap dla ziomków, jeszcze żyję – w porządku!

Bo hip-hop będzie żył – do końca od początku!