Released on March 5, 2011

Thumbnail

[Zwrotka 1]

Bezinteresowna pomoc, a nie bezsensowna przemoc

To nasze motto, siła, życiowe dzieło

Zrobisz coś w końcu, czy się będziesz wiecznie bał

Lepszy heroiczny czyn niż heroinowy strzał

Choć prawda czasem smutna nie mniej jak Kasia Smutniak

Prawda do przyjęcia trudna, okrutna, chuj tam

Mówisz, że mój rap to siedlisko wszelkich chorób

Będę walczył o swoje jak ta mrówka z Salwadoru

Wyrządzam ludziom krzywdę jeśli mam prawdziwy powód

Bo przemoc nie jest rozrywką jedynie narzędziem ziomuś

Ten zielonogórski proces to była zwyczajna farsa

Żadna kurwa nie pokaże mi już środkowego palca

I choć to żaden punchline, wiem, po czyjej stronie racja

Bo powracam silniejszy niż przedtem; Reedukacja

SLU gangsta wprost z jeżyckiego miasta

Zapraszam, sprawdź nas, zresztą kto nas już nie sprawdzał


[Refren]

To był dobry rok tak jak cała dekada

2011 witam, tak dziś się składa

Że wciąż opowiadam jak lecą lata

A my wciąż w tym biznesie, ta gra trwa nadal

Styczeń ja już piszę, luty, marzec, kwiecień

Maj, czerwiec kilka imprez

Lipiec, sierpień, wrzesień mym miesiącem

W październiku do studia, listopad, grudzień


[Zwrotka 2]

Przychodzę na koncerty, żeby wesprzeć artystę

A ty siedź na zapleczu, póki nie zabraknie czystej

Jebane gwiazdy, co wydały jeden mixtape

Myślą, że rządzą, bo im dzieci liżą pizdę

Co to za podejście bez szacunku dla pionierów

Zapomnieli sukinsyny, skąd się to wszystko wzięło

Przebujanych pojebańców rozpoznaję tu od razu

Bo fiksują jak Jeff Goldblum w podwójnym kamuflażu

Możesz tylko pomarzyć o rekordowej sprzedaży

Nawet jeśli ta sprzedaż nie jest najważniejsza, jarzysz?

Nieodporni na sławę, dobra, będę się streszczał

Masz kompleksy to bankowo odnajdziesz siebie w tych wersach

To dla mnie oczywiste, więcej niż pewne

Jak to, że headliner na trasie jest tylko jeden

W mordzie masz knebel, bo jesteś wackiem

I dlatego na koncerty lepiej zatrudniaj klakę


[Refren]

To był dobry rok tak jak cała dekada

2011 witam, tak dziś się składa

Że wciąż opowiadam jak lecą lata

A my wciąż w tym biznesie, ta gra trwa nadal

Styczeń ja już piszę, luty, marzec, kwiecień

Maj, czerwiec kilka imprez

Lipiec, sierpień, wrzesień mym miesiącem

W październiku do studia, listopad, grudzień


[Zwrotka 3]

To był dobry rok, poprzedni niczego sobie

Dom zły przeszłością, człowiek, teraz już to wiem

Choć bywało ze mną różnie ziomuś też się zdarzyło

Przeżyć na scenie załamkę jak ex w San Bernardino

Spróbuj skumać teksty, żeby brać je na poważnie

Te komercyjne stacje chciały zrobić ze mnie miazgę

Ponoć w oczach mam szaleństwo za to oni maja zaćmę

Sprzedają motłochowi rozdmuchaną sensację

Znów wojnę zacznę, zdolny to wszystkiego złego

Ten świat kocha świrów, więc powracam w wielkim stylu

Dosyć mam syfu, synu; za twarde nawijki

Zdobyłem miękkie dywany i miękkie ręczniki

Będąc na szczycie świata jak James Cagney całkiem szczery

Tak nawijam pod bangery autorstwa Decksa, Magiery

Odczuwam upływ czasu, nie żebym wypruwał flaki

Bo nadal układam tracki jak figury kuriaki

Przekonanie jest luksusem ludzi, którzy stoją z boku

Ludzie żyjący w luksusie, od tych dźwięków są w szoku

A życie znów dojeżdża, ty wkurwiony z mocą dissu

Bo życie w tym kraju zmusza do kompromisów


[Refren]

To był dobry rok tak jak cała dekada

2011 witam, tak dziś się składa

Że wciąż opowiadam jak lecą lata

A my wciąż w tym biznesie, ta gra trwa nadal

Styczeń ja już piszę, luty, marzec, kwiecień

Maj, czerwiec kilka imprez

Lipiec, sierpień, wrzesień mym miesiącem

W październiku do studia, listopad, grudzień