Released on March 7, 1999

Thumbnail

[Zwrotka 1: Peja]

Dlaczego ja? Dlaczego Ty?

Czemu Sykuś jest wkurwiony? Czemu Sykuś jest zły?

Pchły oblazły mego psa obronnego

Mi nic do tego, ja mam co innego

Insekty to specjalność, alkohol to zwyczajność

Peja prezentuje siebie tak jak uliczną lojalność

Dlaczego do mnie na piątego miej zielone

Ja się postaram, dostarczę zapłacone

Dlaczego Światełko ostatnie przędzie cienko

Przecież było tak swobodnie a tu nagle małe piekło

Trzeba iść do pracy, a to przecież jest swoboda

Żadna wygoda, nie wchodzi w grę ugoda

Mnie nikt nie buczy, więc się nie pójdę uczyć

Ani leczyć; choć wypity, nie zdarza się kaleczyć

Chcesz zaprzeczyć, no to sprawdź insekta małą głowę

Założę się o stówę, no może o połowę

Dlaczego wciąż mało hip-hopu, który leczy

Zanika horyzont, i tu możesz zaprzeczyć

Chcesz pocieszyć, czy uleczyć? No to daj nam wolną rękę

Ja też jestem producentem, nasz klik jest przedsięwzięciem

Ale o tym cicho-sza, jeszcze będzie na to czas

Nauka nie poszła w las, dajemy pełen gaz

Dlaczego tak? A dlaczego nie?

Potrzebny w zespole jest drugi MC

Bo non stop rymować przecież sam nie mogę

Nie ogłoszę castingu, nie zawalczę na ringu

Jesteś prawidłowy, chcesz mi dodać dopingu?

No to chodź, wrzuć swe wersy i tu bądź

Z nami, z nami, Slumsy to przecież nie chamy

Wciąż tu gramy, zasuwamy w piwnicy jak barany

QBC na talerz dany, bez odsłuchów wygarniamy

Cały klub jest najebany, ja się cieszę, swoje gramy

Całkiem nowe oblicze przedstawiamy


[Refren]

Trzymam się, na razie jakoś daję sobie radę, daję sobie radę

Trzymaj się... daję sobie radę, Trzymaj się... daję sobie radę

Trzymaj się


[Zwrotka 2: Peja]

Z ciemnej bramy na ulicę, wychodzimy już nie krzyczę

I nie jestem jasnowidzem to i tak wiem, co jest grane

Twarze spite wciąż nagrzane do 22 znane

Potem blazy zamykają, ludzie w czeluściach znikają

Znaczy w mrokach ulicy, nigdy nie zostaję z niczym

Sami swoi zawodnicy każdy chce polać ja nie szukam przyczyn

Szanuję takie gesty, Sykuś na krzywy zwyciężył

I rozegrał wiele bitew, tyle wódy już rozpitej

I przepite wypłaty, kasa z wyrwy czy ze spłaty

Przepite kumpla raty i kredyty wciąż brakuje

Każdy tu wie, o co chodzi, że wypijesz to nie szkodzi

Kombinuję, ciągle knuję, brak złotówki wciąż główkuję

Ten winkiel zawsze żywy, tu nikt z życiem nie walczy

Jeśli walczysz to się trujesz, walcząc tu skapitulujesz

Dlaczego nie kapujesz? To nie stereotypy

Nic na niby wypite typy

Nic na niby wypite typy

Trudny nigdy nie zapyta czy życiowa ścieżka dobra

Każdy swoją ścieżkę obrał, każdy swoją szansę dostał

Wielu już odeszło, bo nie każdy mógł tu zostać

Dlaczego? Nie zapytam, Sykusia oddala się postać

I na rogu gdzieś znika z pola widzenia dotyka

Innego wymiaru, kumple mnie nie pamiętają

Niektórzy pretensje mają, racja fakt jest po ich stronie

Trudny jest w samoobronie, reprymenda dobra koniec

Obiecuję się poprawię, klimat znany Wam naprawię

Że rymować wciąż potrafię, słyszysz, nie przychodzę z niczym

Poważaniem i szacunkiem cieszę się to jest mój wyczyn

Kumpli o mnie dobre zdanie tylko to się dla mnie liczy

A kto przy mnie był na chwilę i zostawił nas w tyle

Pewnie nigdy nim nie był, może tylko udawał

Nie wiem, dlaczego tak się dzieje, nie wiem, o co w tym biega

Ważne, że na tych kilku wciąż mogę polegać

Jak na budzik, który dzwoni, wciąż mikrofon trzymam w dłoni

Nie dla prowokacji, więc dlaczego, sam się dowiedz

Nikt tu nie utrudnia, może słowa tego durnia

Który wkurwia i się czepia życia zmieniać chce, narzeka

Radzi, obiecuje wiem, że się przejmuje

Wiem, że kocha i szanuje, ale życie moje, moim

Ja panuję nad swym losem, dbam o siebie, no i

Budzik dzwoni, pomoc kumpli to Cię boli, niepokoi

Że dochody nielegalne, że roboty osiem godzin

Za te marne grosze się nie dotknę

Dotykam konsolety to roboty mej zalety

Z tego żyję, z tego piję, Ty zapytasz mnie, dlaczego

Ja nie zmienię się przez chwilę, więc się zajmij swoim życiem

Lubię zaczerpnąć powietrza, dlatego się przemieszczam

Co rusz w innym miejscu, co piątek jakiś klub

Ostatnio często coś się dzieje, info koncertowe wiecie

Ktoś dzwoni, zaprasza, impra, balety i kasa

Dlaczego tak się dzieje? Ja nie lubię się powtarzać

A dlaczego jest ciężko sam pytanie sobie zadać

Nieraz muszę, nie narzekam tyle przejść i jakoś było

Zawsze dalej się żyło, gdyby w LOTTO się sprawdziło

Szóstka w środę czy sobotę no i co by to zmieniło?

Czy problemów by ubyło? Pewnie w materialnych kwestiach

Ciągle gęba uśmiechnięta, luz na co dzień, nie narzekam

Melancholia jest mi bliska niczym rodzona siostra

Dlatego w takim stanie nieraz lubię pozostać

A dlaczego źle się dzieje? Pytaniu trudno jest sprostać

Zawsze jakoś leci, życia nie można żałować

Jak się nie ma co się lubi, dlaczego? Pyta głupi

Ja nie będę się rozwodził, może pójdę się upić


[Refren]

Trzymam się, na razie jakoś daję sobie radę, daję sobie radę

Trzymaj się... daję sobie radę, Trzymaj się... daję sobie radę

Trzymaj się


[Outro]

Znasz krajobraz tamten Twój i Mój