Released on December 29, 2014

Thumbnail

[Zwrotka 1]

Urodziłem się nagi na zimnej czasu osi

We krwi przypadku galopujących godzin

Po nic w zasadzie, dla żartu liczb, statystyk

I min, ginących chwil przy czarnej kawie

Nie szukam pewności w świecie bez istoty

Do której dopasować miałbym swoje sądy

Tylko jest pustka w gusła obszyta jak kukła

I która roi sobie, że rodzi prawdę w bólach

Życie wypluwam jak kuna pióra po ucztach

W ludzkich ulach stłuczony mam okular

W miasta szumach i w sennościach jezior

Nie ma nic nieobojętnego

Tylko gwizd krzyku bezradności wobec braku sensu

By tlił się cel dla żeglarza i okrętu

Nie ma mieć co za złe pomiarowemu prętu

Gdy umieramy śmiejąc się z prawdy oraz błędu

Bo to nie to, nie ten ton, który wskazywała oś

Po co zlość, kiedy kość łamie się jak kłos

Nie istnieje los, który ma przebłagać lira

Tylko chłodna materia i z niej efemeryda

W ścięgien podrygach mięsne igliwia

Dźwigają kruchy filar i duszny nadwyraz

Nim spadnie topór na opór karku splotu

Śnimy swą iluzję, że mamy duszy kontur


[Refren]

Urodziłem się nagi w uniwersum wrogim

Bezkresu na nogi nie postawię Wam w równaniu

Bo iluzje o ładzie pospadały dawno z koni

O skaly zamglone rozłupały kadłub

Pomiędzy pancerzem twarzy tak kamiennej

A falą dźwięków wylanych z mych warg

Kotłuje się nicość i smutek, bo wiem, że

Krople z burz odległych przyniesie mi wiatr


[Zwrotka 2]

Zbyt płytki oddech żeby zadąć w złoty róg głośno

Kiedy miód smakuje gorzko znów

Cały ludzki chów pójdzie w grób i tak., w piach

Jak łopat ostrze, co usypie kopce, porosłe jałowcem

Z czasem, i mchem owszem też, bulgocząca krew

Stos pojęć, rozumu miecz - to wszystko precz

W obliczu faktu, że nikt nas tu, ani nikt nikogo

Nie zapamięta po plus nieskończoność

Zostanie porost na kikutach murów tylko i błoto

I z niego ulepią naczynia jak nasi protoplaści

Których w garści mamy garczki

Wykopane nocą, bez smutku, że pomarli

Nie znam ich imienia, gdy obracam w palcach

Łużycką skorupę talerza, co pamięta pragnienia ich

Nie wiem kogo, ona wie, czuła nerwem gliny smak godziny

Gdy do izby weszła smierć

Wejdzie i do nas też jak pstrokaty cien

Im niżej nasze słońce, tym większy ma swój grzbiet ten cierń

I głębszą czerń, w której znika logika ludzika

A serce pika razy kilka zanim bryłka życia stopnieje w ciecz

I znów będę nagi, tak molekularny, ponad karty historii

Wydarty, szarpany przez wiatry i jedzony przez czas

Pośród Was, nim odejdziecie wszycy w nicość raz po raz


[Refren]