Released on January 23, 2025

8K Views

Thumbnail

[Refren]

Z okna na wojnę na balety, ona ma same złe zalety

Patrzę się w lustro jakbym oszalał, ty to naprawdę ty?

Czarny Mercedes pod blokiem, jakbym trumnę wiózł

Nie chce być w tym bunkrze tu, nawet sekundy już

Tak żeby określić mój stan, musiałbym głębiej pójść

Bo nowe mam życie, a tam gdzie uciekłem, tam jest wszędzie gnój

A może to tylko ta kwestia, że mnie nie kocha?

Raz mówi chce, raz mówi nie, ta gra jest chora, życzę ci zdrowia


[Zwrotka 1]

Każdemu co tu się uśmiechał jak byłem na dnie, dnie, dnie

To życzę sto razy mu zdrowia bo nie jest już źle, źle, źle

Niеważne czy ta gra mnie kocha bo teraz mam cash, cash, cash

Zamówię bilеty, wsiadamy, polecę gdzie chcesz

Mam bagaż za sto koła Louis Vuitton i Rimowa, w zasadzie to mogę już jechać gdzie chcesz

Nic mnie nie trzyma, w Maladze jest dom, a ja myślę w milionach

Mieszkanie w Irun za półtora, gdzie byłem to sobie wyobraź

A gdzie teraz pójdę to nawet słów szkoda

Za dziecka już wiedziałem, że będę królem w muzyce to bez kompromisu

Nauczyciele nie chcieli mnie w szkole, bo nie mieli rytmu

A ja byłem zawsze przywódczy, zwłaszcza jak ktoś tu był głupszy

Urodziny to czerwca ósmy

Jestem bliźniakiem i nudzę się szybko, dla hien tutaj noszę kopyto

Nie robię tu stołu, nie gadam, nie tracę pieniędzy ni czasu jak TikTok

Nikt ci nie będzie układał już tu, tylko z moimi to prawdziwe crew

Lizałem te rany aż krwi już nie miały, nie chodzę na pieszo to Chanela but


[Refren]

Z okna na wojnę na balety, ona ma same złe zalety

Patrzę się w lustro jakbym oszalał, ty to naprawdę ty?

Czarny Mercedes pod blokiem, jakbym trumnę wiózł

Nie chce być w tym bunkrze tu, nawet sekundy już

Tak żeby określić mój stan, musiałbym głębiej pójść

Bo nowe mam życie, a tam gdzie uciekłem, tam jest wszędzie gnój

A może to tylko ta kwestia, że mnie nie kocha?

Raz mówi chce, raz mówi nie, ta gra jest chora, życzę ci zdrowia


[Zwrotka 2]

Wstaje kolejny dzień z rana, Marvisem myje zęby porcelanowe

Wita Marbella, lub wita Madryt, albo wita mnie San Sebastian, ja pierdole

Tyle podróży, że życie z walizek już stało się dla mnie kompletnie normalne

Noszę te AP, Rolexa złotego DayDate'a jak prawdziwy [Irish traveler]

Musiałem nauczyć się famy, musiałem nauczyć się famy

Musiałem wyrzucić tą mamę z PL, bo naprawdę mam duże zadanie

Każdy krok w lewo to trzy kroki wstecz, mówiłem już kiedyś, że życie to test

Dociskam guziki po kolejności, sprawdzam wyniki w moim Mitchell & Ness

Sportowe dresy w salonie Porsche, na milionera to młody człowiek

O mnie się nie martw, jest znowu dobrze, chcieli z głowy zrobić może kogel mogel

Ale nie, za mocna psychika, jest wszystko okej

Powtarzam przed lustrem, jest wszystko okej

Otwieram kartony jak w christmas day, mój biznes selfmade

Każdy by chciał coś, ja nie mam prawka, a chciałbym mieć auto

Myślę czy kupić ten Cullinan zamiast mieszkania, bo wciąż jestem cały czas outdoor

Myśli się kręcą po głowie jak satelity, nie chce słuchać żadnych afer z cipy

Z nich nie będzie żaden raper nigdy, wolą dragi, dymy, zamiast pracy w ciszy


[Refren]

Z okna na wojnę na balety, ona ma same złe zalety

Patrzę się w lustro jakbym oszalał, ty to naprawdę ty?

Czarny Mercedes pod blokiem, jakbym trumnę wiózł

Nie chce być w tym bunkrze tu, nawet sekundy już

Tak żeby określić mój stan, musiałbym głębiej pójść

Bo nowe mam życie, a tam gdzie uciekłem, tam jest wszędzie gnój

A może to tylko ta kwestia, że mnie nie kocha?

Raz mówi chce, raz mówi nie, ta gra jest chora, życzę ci zdrowia