Released on January 23, 2025

Thumbnail

[Intro]

Nigdy nie było lepiej, zawsze wiatr w oczy

Dzisiaj dresy Fendi, Louis, kiedyś Lacosty

Dzieci z rogu, nie było żadnych telefonów

Im więcej w necie siedzą dzisiaj, to tym więcej chorób


[Zwrotka 1]

Chodzę w szlafroku, ledwo budzę się, mam terror w bani

W łóżku panie z Panamy, co znają zero granic

Czas już do domu wracać, albo się znowu nachlać

I robić nowy wachlarz dwusetek jak oligarcha

Francuska nonszalancja, ja lubię same krowy

A jak ustami robi wzbudza we mnie stan lękowy

Zawsze wracam do żony, rodzinę trzymam blisko

Bo ojciec obcy był za dziecka, tylko dał nazwisko

Robi się noc i widzę diabłów już na horyzoncie

Daję im punche jak Chuck Norris w formie

Rock 'n' roll w Rolls Roycie

Po rozwodzie Guns N’ Roses

Rucham te szpony w trójkącie, iluminacja w loży


[Refren]

Nadchodzi zmiana, czarna kominiara

Laska napolitana, bryła boliwiana

Cuchnie, cuchnie kotem 2C-B ma w nosie

Chcą mi coś powiedzieć? Niе mój problem

Nie jestеm narcyzem, to czysty artyzm

Walczę z demonem i się szarpię z nim

Don Julio w kryształowej szklance Bakarat

Dwa miliony rocznie minimum za cały aparat


[Zwrotka 2]

Jak król azteków rzucam ciała ofiar z piramidy

Raperzy słodcy, że im widać pizdy

Możemy iść na piwa z gwinta, ale wywiad – nigdy

Mam problem duchowy, nie psychiatryczny

Nie lubię tykać krzywdy – jak widzę półidiotę, daję spokój

Wydaję w tydzień to, co twój prawnik w całym roku

Nie palę smutny fajek w bloku, nie lubię osób dup, co dużo piszą

Lubię te, co po dwóch szotach sobie dupę liżą

Wirtuoz, a nie muzykant – jeśli na to lubrykant

Ona – gruby stan, prosi o drugi gram

Wyżywam się w jej duszy jak przy egzorcyzmie

A raperzy się tu napinają seks turyzmem


[Refren]

Nadchodzi zmiana, czarna kominiara

Laska napolitana, bryła boliwiana

Cuchnie, cuchnie kotem 2C-B ma w nosie

Chcą mi coś powiedzieć? Nie mój problem

Nie jestem narcyzem, to czysty artyzm

Walczę z demonem i się szarpię z nim

Don Julio w kryształowej szklance Bakarat

Dwa miliony rocznie minimum za cały aparat


[Outro]

Nigdy nie było lepiej, zawsze wiatr w oczy

Dzisiaj dresy Fendi, Louis, kiedyś Lacosty

Dzieci z rogu, nie było żadnych telefonów

Im więcej w necie siedzą dzisiaj to tym więcej chorób

. .