Released on December 26, 2018

Thumbnail

[Zwrotka 1]

Piszę po drzewie, oddycham drzewem, nic już nie jest pewne

Czy będą kolejne, czy na dłuższą metę siedział tu będę

Co mnie pokona a co przejdę, ile mi los da, ile wezmę

Gdzie się spotkamy i kiedy wreszcie co nas napotka, czy będzie lepiej

Chciałbym mieć moc dębów stać tu tysiąc lat

Nie boję się śmierci, ale nie wiem co jest tam

Dlaczego nie potrafimy odsłonić wszystkich kart?

Więcej niewiadomych, niż rozwiązań mimo tysięcy lat

Chciałbym mieć moc wiśni, dawać moc swych myśli

Mieć moc kwiatów i liści, pamiętać co mi się przyśni

A chcieć to móc a Japanese oczyści

Tyko spokojnie, będą kolejnе, wszystko powoli, to nie jest wyścig

A najgorszy jest pożar, niе sześć razy sześć

Gdy "Ogień" nas pokona, to co stanie się

Wszystko pójdzie w dym, a unikałem dymu

Wszystko zmieni się w pył, a nie chciałem w magii pyłu (to nie Piotruś Pan)


[Zwrotka 2]

Nie wyrwiesz mnie z korzeniami, C'est la Vie

Nie da się mnie omamić, uwierz mi

Nigdy nie chciałem się zabić, nawet dziś

Czas proszę daj mi, abym żył

A ja się odwdzięczę, jak Marouane Fellaini

Słabe mam wejście lecz nadal jestem, choć niektórych to dziwi

Urodą nie grzeszę, nie czaruję jak Houdini

Dobrze wiem co robić, nawet gdy we mnie zwątpili

Mówili come to Besiktas, mówili come to London

Mówili skończ już nagrywać, mówili zmień logo

Mówili idziesz złą drogą, mówili że słabe mam prowo

Lecz wszystkich wkurwia nagle, gdy Pilar robi pogrom

Bo każdy piłkarz musi pracować głową

A każdy raper musi ważyć każde słowo

Wszystko co zrobiłem zawdzięczam swoim ramionom

A nie moim przyjaciołom - oksymoron


[Bridge]

O szóstej rano jest inne powietrze

Jestem znów w lesie, nie na drugim piętrze

Siedzę znów w lesie, mam inne podejście

Czuję, że żyję, jestem sobą wreszcie


[Zwrotka 3]

Nie staram się chodzić po drzewach

Bo w koronach zbyt wiele prawdy nie ma

To co wiesz, to ściema, to co jesz to chemia

A to na czym stoisz to już nie jest "Ziemia"

A w bani nadal nadzieja

Że spełnią się me życzenia

Z siedemnastu urodzin, siedemnastu nowych lat

Od sześciu tysięcy dni, proszę o prawdziwy świat

Na ten czas mam zwrotkę na autotunie

Każdy sztuczna rączką w górę, kto satyrę tę rozumie

Pogoda ze szkła, oddziela mnie mnie szkło od was

W dłoniach szklana butla, w chmurach dym z papierosa

Patrzę się w monitor, piję wygazowane Pepsi

Miał być pan cogito, ale myślę tylko o swej kwestii

Wszystko mam na kartce, nie ma mojej wersji

Kiedyś wszyscy zamilkną, teraz jestem w planach bestii